sobota, 16 maja 2009
Deklaracja Praw Seksualnych WHO
Deklaracja Praw Seksualnych - WHO (¦wiatowa Organizacja Zdrowia) - sierpieñ 2002. T³umaczenie: prof. Zbigniew Lew – Starowicz. Znalezione na stronie Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny.

Seksualno¶æ jest integraln± czê¶ci± osobowo¶ci ka¿dej istoty ludzkiej. Jej pe³ny rozwój zale¿y od zaspokojenia podstawowych ludzkich potrzeb, takich jak pragnienie obcowania, intymno¶ci, ekspresji uczuæ, czu³o¶ci i mi³o¶ci.

Seksualno¶æ wynika z interakcji zachodz±cych miêdzy jednostk± a otaczaj±c± j± struktur± spo³eczn±. Pe³en rozwój seksualno¶ci jest niezbêdny do osi±gniêcia dobrostanu w wymiarze indywidualnym, interpersonalnym oraz spo³ecznym.

Prawa seksualne nale¿± do uniwersalnych praw cz³owieka, bazuj±cych na niezbywalnej wolno¶ci, godno¶ci i równo¶ci wszystkich istot ludzkich. Poniewa¿ zdrowie jest fundamentalnym prawem cz³owieka, tak samo podstawowym prawem musi byæ jego zdrowie seksualne.

W celu zapewnienia zdrowego rozwoju seksualno¶ci jednostek ludzkich i spo³eczeñstw wszystkie spo³eczeñstwa musz± uznawaæ, promowaæ, szanowaæ poni¿sze prawa seksualne i broniæ ich wszystkimi ¶rodkami. Zdrowie seksualne rozwija siê w ¶rodowisku, które uznaje, respektuje i szanuje te prawa seksualne.

1.Prawo do wolno¶ci seksualnej
Wolno¶æ seksualna obejmuje mo¿liwo¶æ jednostki do wyra¿ania pe³ni potencja³u seksualnego. Jednak¿e wyklucza wszelkie formy przymusu seksualnego, wykorzystywania oraz nadu¿yæ w jakimkolwiek czasie i jakiejkolwiek sytuacji ¿yciowej.

2.Prawo do odrêbno¶ci seksualnej, integralno¶ci oraz bezpieczeñstwa seksualnego cia³a
Prawo to pozwala cz³owiekowi podejmowaæ niezale¿ne decyzje dotycz±ce w³asnego ¿ycia seksualnego, zgodne z w³asn± moralno¶ci± i etyk± spo³eczn±. Obejmuje ono równie¿ mo¿liwo¶æ sprawowania kontroli oraz zadowolenia z w³asnego cia³a, z wykluczeniem tortur, okaleczeñ i jakiejkolwiek przemocy.

3.Prawo do prywatno¶ci seksualnej
Obejmuje mo¿liwo¶æ podejmowania indywidualnych decyzji i zachowañ w sferze intymnej w stopniu, w jakim nie naruszaj± one praw seksualnych innych osób.

4.Prawo do równo¶ci seksualnej
Odwo³uje siê do wolno¶ci do wszystkich form dyskryminacji, niezale¿nie od p³ci, orientacji seksualnej, wieku, rasy, klasy spo³ecznej, religii lub niesprawno¶ci fizycznej albo emocjonalnej.

5.Prawo do przyjemno¶ci seksualnej
Przyjemno¶æ seksualna, w³±czaj±c zachowania autoerotyczne, jest ¼ród³em fizycznego, psychologicznego, intelektualnego i duchowego dobrostanu.

6.Prawo do emocjonalnego wyra¿ania seksualno¶ci
Wyra¿anie seksualno¶ci obejmuje wiêcej ni¿ przyjemno¶æ erotyczn± lub zachowanie seksualne. Ludzie maj± prawo do wyra¿ania swojej seksualno¶ci poprzez komunikowanie siê, dotyk, wyra¿anie uczuæ i mi³o¶ci.

7.Prawo do swobodnych kontaktów seksualnych
Oznacza mo¿liwo¶æ zawarcia zwi±zku ma³¿eñskiego lub nie zawierania go, przeprowadzenia rozwodu oraz ustanowienia innych opartych na odpowiedzialno¶ci form zwi±zków seksualnych.

8.Prawo do podejmowania wolnych i odpowiedzialnych decyzji dotycz±cych posiadania potomstwa
Obejmuje mo¿liwo¶æ podejmowania decyzji o posiadaniu lub nieposiadaniu potomstwa, jego liczbie, ró¿nicy wieku miêdzy potomstwem oraz prawo do pe³nego dostêpu do ¶rodków regulacji p³odno¶ci.

9.Prawo do informacji seksualnej opartej na badaniach naukowych
Prawo to implikuje, ¿e poszukiwanie informacji dotycz±cych seksualno¶ci bêdzie realizowane na drodze nieskrêpowanych, lecz naukowo etycznych badañ, a ich odpowiednie rozpowszechnianie bêdzie nastêpowaæ na wszystkich poziomach spo³ecznych.

10.Prawo do wyczerpuj±cej edukacji seksualnej
Jest ona procesem trwaj±cym od momentu narodzin, przez ca³e ¿ycie i powinny byæ zaanga¿owane wszystkie instytucje spo³eczne.

11.Prawo do seksualnej opieki zdrowotnej
Seksualna opieka zdrowotna powinna byæ dostêpna w celu zapobiegania i leczenia wszelkich problemów, chorób i zaburzeñ seksualnych.

Prawa seksualne stanowi± fundamentalne i uniwersalne prawa cz³owieka.
niedziela, 10 maja 2009
Ekonomia, zwi±zki, mi³o¶æ i seks


"Wszyscy znaj± takie dziewczyny: nied³ugo po trzydziestce, atrakcyjne, niezale¿ne finansowo, z obiecuj±c± zawodow± karier±. W weekendowe wieczory zape³niaj± warszawskie kluby. Niemal zawsze – samotne (albo z przyjació³kami).

Dlaczego s± samotne? Prostego wyja¶nienia dostarcza demografia. Kobiety s± zazwyczaj lepiej wykszta³cone od mê¿czyzn. Co roku w Polsce wiêcej kobiet ni¿ mê¿czyzn zdaje maturê i koñczy studia. Kobiety s± tak¿e bardziej mobilne – czê¶ciej przenosz± siê z ma³ych do wielkich miast w poszukiwaniu pracy i lepszego ¿ycia. Dlatego na wielkomiejskim „rynku” matrymonialno-uczuciowym jest ich wiêcej. Co wiêcej, kobiety zwykle nie chc± siê wi±zaæ z partnerem gorzej wykszta³conym od nich (mê¿czy¼ni nie maj± tego problemu). Dlatego dobrze wykszta³ceni i dobrze sytuowani panowie mog± przebieraæ w atrakcyjnych partnerkach.


Demografia nie t³umaczy jednak innego popularnego zjawiska: dlaczego tak wielu atrakcyjnych mê¿czyzn ma bardzo przeciêtne partnerki – ani ³adne, ani zbyt dobrze wykszta³cone, a bardziej atrakcyjne kandydatki czêsto s± samotne? Gdyby „rynek” ma³¿eñski dzia³a³ idealnie, najbardziej po¿±dani mê¿czy¼ni mieliby najatrakcyjniejsze partnerki – a wiemy, ¿e tak nie jest.

Odpowiedzi – jak zauwa¿aj± Werner Güth, Radosveta Ivanova-Stenzel i Elmar Wolfstetter z Uniwersytetu Humboldta w Berlinie – dostarcza teoria gier. Wyobra¼my sobie nieco uproszczony model rynku matrymonialnego, na którym wystêpuj± tylko dwa typy kandydatek na ¿ony – „wysokiej” i „niskiej” jako¶ci (przyjmijmy, ¿e „wysokiej jako¶ci” partnerka jest atrakcyjna fizycznie i spo³ecznie, a wiêc te¿ wykszta³cona i mi³a). Mê¿czy¼ni regularnie sk³adaj± kobietom propozycje zwi±zku, które one mog± przyj±æ lub odrzuciæ. Te bardziej atrakcyjne maj± wiêcej propozycji i lepsz± pozycjê przetargow±, ale – paradoksalnie – na koñcu tej gry mog± zostaæ samotne.

Mechanizm jest prosty: bardziej atrakcyjne kobiety wiedz±, ¿e s± atrakcyjne, i stawiaj± wy¿ej poprzeczkê przed potencjalnymi partnerami. Przeci±gaj± grê zbyt d³ugo, a w tym czasie mniej atrakcyjne kobiety – które wiedz±, ¿e s± mniej atrakcyjne, wiêc nie wybrzydzaj± – przechwytuj± najlepszych kandydatów na mê¿ów. Kilka lat po trzydziestce – kiedy atrakcyjno¶æ kobiety jako partnerki seksualnej zaczyna raptownie spadaæ – okazuje siê, ¿e jest za pó¼no"

"ekonomi¶ci zak³adaj±, ¿e tak¿e intymne relacje miêdzy lud¼mi maj± czêsto charakter wymiany – równie¿ wtedy, kiedy ludzie ¶wiêcie wierz±, ¿e tak nie jest. Kiedy atrakcyjne kobiety wybieraj± zamo¿niejszych i lepiej wykszta³conych partnerów, ekonomista opisze to jako transakcjê – bo dochodzi do wymiany po¿±danych przez mê¿czyznê walorów (urody, m³odo¶ci i zdrowia kobiety) i walorów po¿±danych przez kobiety (maj±tku i pozycji spo³ecznej).

Ekonomi¶ci, rzecz jasna, upraszczaj± rzeczywisto¶æ – pisze Tim Harford, ekonomista z Princeton, w ksi±¿ce „Logika ¿ycia: racjonalna ekonomia w nieracjonalnym ¶wiecie” („Logic of Life. Rational economic in the irrational world”, 2008). Socjologia, psychologia i wiele ró¿nych innych nauk maj± tu wiele do powiedzenia. Jest to jednak uproszczenie u¿yteczne, bo pozwala zrozumieæ ró¿ne mechanizmy spo³ecznego ¿ycia, z których zwykle nie zdajemy sobie sprawy.

A co z romantyczn± mi³o¶ci±? My¶lenie o zwi±zkach jak o handlu jest przecie¿ zimne i cyniczne! Otó¿ – podpowiada Harford – sêk w tym, ¿e jedno drugiego nie wyklucza. Wielkie, romantyczne- mi³o¶ci- s± faktem; tak siê jednak sk³ada, ¿e ludzie zakochuj± siê najczê¶ciej w tych partnerach, którzy s± tak¿e najbardziej atrakcyjni (i akceptowani) spo³ecznie. Mezalianse – czyli wielkie, romantyczne mi³o¶ci pomiêdzy lud¼mi o ró¿nym statusie, czyli na przyk³ad pomiêdzy pani± profesor a kierowc± ciê¿arówki – s± g³o¶ne w³a¶nie dlatego, ¿e tak rzadko siê zdarzaj±. Tam, gdzie kolorowe czasopismo o ¿yciu s³awnych ludzi widzi wielkie uczucie pomiêdzy bogatym biznesmenem i m³odziutk± supermodelk±, ekonomista widzi transakcjê. Jedno nie musi jednak wykluczaæ drugiego – to dwie strony tej samej monety."

Czytaj dalej: Przekrój - co ekonomi¶ci wiedz± o seksie?
wtorek, 21 kwietnia 2009
Friend with benefit czyli przyjaciel z ³ó¿kowym bonusem


Gazeta Wyborcza (Wysokie Obcasy): Rozmowa z psycholo¿k± i badaczk± kultury Magd± Zen± Sadursk±.

Czy mi³o¶æ jest w ¿yciu najwa¿niejsza?


Prywatnie wola³abym wierzyæ, ¿e tak. Tyle ¿e tak jak nie ka¿dy ma szczê¶cie w kartach, tak te¿ nie ka¿dy ma szczê¶cie w mi³o¶ci. Wiêkszo¶æ osób w naszym spo³eczeñstwie chcia³aby wierzyæ w romantyczny model 'jednej, jedynej mi³o¶ci', ale co robiæ, gdy ten model siê nie sprawdzi?

To inaczej: czy mi³o¶æ jest najwa¿niejsza w zwi±zku?

To zale¿y, co rozumiemy przez mi³o¶æ i jaki rodzaj zwi±zku budujemy. Otaczaj±ca nas kultura wpaja wyobra¿enia o mi³o¶ci ujednolicone jak krój garniturów. Niby ró¿ne odcienie, ale w sumie wszystkie do siebie podobne. A przecie¿ tak jak ludzie s± ró¿ni, tak ró¿ne zwi±zki bêd± tworzyæ. Mówi siê, ¿e mi³o¶æ niejedno ma imiê. Na przestrzeni wieków w ró¿nych rejonach kuli ziemskiej obowi±zywa³y bardzo ró¿ne zasady dotycz±ce relacji miêdzy lud¼mi. Ani model z komedii romantycznej, ani model macho i jego kobiety, ani coraz modniejsze w kulturze zachodniej singielowanie nie s± uniwersalne. Badania pokazuj±, ¿e istniej± kultury, w których nie ma pojêcia mi³o¶ci romantycznej. Nie da siê wiêc odpowiedzieæ, jak wa¿na jest mi³o¶æ, gdy za ka¿dym razem to pojêcie co¶ innego znaczy, a czasem wcale nie wystêpuje.

Inna sprawa, ¿e od jakiego¶ czasu zaczê³o dominowaæ w kulturze popularnej rozumienie mi³o¶ci jako ma³o wyszukanego, skomercjalizowanego romantyzmu. Ten model w po³±czeniu z dokonuj±cymi siê zmianami obyczajowymi mo¿e okazaæ siê mieszank± wybuchow± o trudnym do skontrolowania dzia³aniu. Schizofreniczno¶æ naszych czasów polega na tym, ¿e próbujemy realizowaæ dwa lub wiêcej modeli ¿ycia: pragniemy romantycznej mi³o¶ci jak z hollywoodzkiego filmu, mamy w planie ¿ycie rodzinne, jak by tego chcia³a nasza babcia, i ekspansywn± karierê zawodow±. Te trzy scenariusze s± co najmniej trudne do pogodzenia. W tym sensie w zwi±zku najwa¿niejsza jest przestrzeñ na godzenie tych ró¿nych d±¿eñ, bo ka¿dy z tych scenariuszy ma w sobie co¶, co nas przyci±ga. Tradycyjne podej¶cie do zwi±zków ma za sob± lata testów. Wchodz±c w taki typ relacji, wiemy, ¿e próbujemy ¿yæ podobnie do wielu ludzi, których znamy, czêsto wiemy te¿, jakie s± jego minusy. Bywa jednak, ¿e jeste¶my za bardzo 'zaprogramowani' na jego realizacjê, ¿e wchodzimy w ten schemat bez krytycznego my¶lenia o tym, co planujemy, w jakim¶ odruchowym porywie, a to nie zawsze dobrze siê koñczy. Do tego znaj±c minusy takiego modelu, za szybko je akceptujemy. Gdy na tym tle pojawia siê model 'amerykañski'...

Model 'mam prawo do samorealizacji'?

Tak. Tyle ¿e ta 'samorealizacja' za czêsto i za szybko mutuje w prymitywny egoizm i ho³dowanie ka¿dej swojej zachciance. Ludzie zakochuj± siê, zak³adaj± rodziny w nadziei, ¿e teraz to ju¿ bêdzie jak w bajce albo co najmniej jak w reklamie p³atków ¶niadaniowych. Gdy pojawiaj± siê trudno¶ci, szukaj± ucieczki, bo ¿aba nie zamieni³a siê w ksiêcia, a dzieci wrzeszcz±, zamiast wcinaæ te p³atki. Potem przychodzi czas na kolejn± bajkê i tak w kó³ko. Rozwodów przybywa.

A druga skrajno¶æ? Zwi±zek bez romantyzmu? Tylko przyja¼ñ i seks na precyzyjnie wynegocjowanych zasadach?

W³a¶nie poda³a¶ charakterystykê zwi±zków typu 'friends with benefits' [dos³. 'przyjació³ z dodatkowymi ¶wiadczeniami'], które s± coraz bardziej popularne w Stanach. W Polsce ten temat niemal nie istnieje, ale w USA ponad po³owa studentów deklaruje, ¿e ma za sob± takie do¶wiadczenia.

Czym to siê ró¿ni od zwyk³ego sypiania z kim popadnie?

Jest siedem cech pozwalaj±cych odró¿niæ zwi±zki FWB od promiskuityzmu. Po pierwsze, tego typu relacje tworzy siê na wynegocjowanych warunkach. Po drugie, seksualno¶æ pozostaje pod kontrol± wzajemnych ustaleñ. Dotycz± one czêsto¶ci wspó³¿ycia, wierno¶ci, antykoncepcji itd. Po trzecie, jest to relacja przyjacielska, w której na pierwszym planie s± szczero¶æ, wsparcie, akceptacja, obecno¶æ. Czwarta cecha jest opcjonalna - zachowanie zwi±zku w tajemnicy. Najczê¶ciej wystêpuje przy pierwszym zwi±zku FWB. Przy kolejnych ju¿ rzadziej. Po pi±te i najbardziej problematyczne - zwi±zek ma charakter tymczasowy i zak³ada siê w nim brak zazdro¶ci! Tê cechê 56 proc. badanych deklaruje jako najwa¿niejsz± i najtrudniejsz± w realizacji. Priorytetem w zwi±zku jest jednak przyja¼ñ.

A seks?

Jest drugoplanowy. Chodzi tu g³ównie o blisko¶æ, szczero¶æ, wsparcie, a przy okazji - zaspokojenie tych najintymniejszych potrzeb. Z tego powodu FWB zyskuje poza przeciwnikami, którzy uwa¿aj± tê relacjê za przedmiotow± i wykorzystuj±c±, wielu obroñców. Pytani o motywy nawi±zywania relacji FWB studenci odpowiadali: 'Nie chcê sta³ego zwi±zku', 'Potrzebujê seksu', 'To jest ³atwiejsze ni¿ tradycyjna relacja', 'Chcê pog³êbiæ relacjê z przyjacielem/przyjació³k±'. Czasem pada te¿ odpowied¼: 'Chcê zwi±zku typu FWB, bo to jest modne'.

Jak to siê koñczy?

10 proc. badanych wchodzi ze swoim przyjacielem w sta³y zwi±zek, 25 proc. zrywa zarówno uk³ad, jak i przyja¼ñ, 30 proc. wraca do poziomu przyjacielskiego, 30 proc. to brak danych. Kolejna forma mi³osnej ruletki.

Kto wchodzi w takie zwi±zki?

Najczê¶ciej ludzie, którzy maj± do mi³o¶ci stosunek bardziej zabawowy ni¿ romantyczny, co jest koronnym argumentem krytyków tych relacji. Szokuj±ce jest raczej to, jak± przemianê my¶lenia o przyja¼ni i p³ci przesz³a kultura zachodnia w ci±gu ostatnich kilkudziesiêciu lat. Jeszcze w latach 70. wiêkszo¶æ badanych deklarowa³a, ¿e w ogóle nie ma przyjació³ przeciwnej p³ci, a badacze rozprawiali, czy przyja¼ñ miêdzy kobiet± a mê¿czyzn± jest mo¿liwa. W latach 80. deklarowano ju¿ dwóch-trzech przyjació³. W latach 90. ¶rednia liczba przyjació³ przeciwnej p³ci wzros³a do czterech-piêciu. Dzi¶ dyskutuje siê o tym, jakie korzy¶ci odnosz± mê¿czy¼ni i kobiety z posiadania przyjació³ przeciwnej p³ci.

Przyja¼ñ wypiera mi³o¶æ?

Badania pokazuj±, ¿e ludzie, którzy maj± wiêcej przyjació³ odmiennej p³ci, lepiej siê rozwijaj±. Wyj±tkowo du¿o wynosz± z tego mê¿czy¼ni. Poprawiaj± im siê kompetencje werbalne i emocjonalne. Otrzymuj± ciep³o i wsparcie, na które nie mog± liczyæ ze strony kolegów. Wielu mê¿czyzn deklaruje nawet, ¿e woli przyja¼nie z kobietami. Wi±¿e siê to z przemianami idea³u mêsko¶ci i kobieco¶ci.

Dzisiejszy mê¿czyzna ma prawo do okazywania uczuæ, ma prawo siê pop³akaæ i zaj±æ dzieckiem. Jest bardziej androginiczny, a ludzie maj±cy dobrze rozwiniête kompetencje obu p³ci na wielu p³aszczyznach radz± sobie po prostu lepiej: s± bardziej popularni, maj± wiêcej przyjació³, ³atwiej uzyskuj± wsparcie spo³eczne.

CZYTAJ DALEJ
pi±tek, 06 lutego 2009
Wredni ludzie - jak sobie z nimi radziæ?


Umniejszacza trudno jest rozpoznac, poniewaz osobnik naprawde sprawny w umniejszaniu moze umknac uwadze twego logicznego umyslu, tyle tylko, ze czujesz sie zle, nie wiedzac dlaczego. Dziala z ukrycia, a jego ofiara czesto niczego nie podejrzewa, wie tylko, ze nie czuje sie dobrze. Umniejszacz w rzeczywistosci czuje sie gorszy od kogos innego, wiec robi, co moze, by ten ktos poczul sie jeszcze mniejszy. W ten sposob moze sprawowac kontrole nad swoja ofiara. Czy spotkales kogos takiego? Prawdopodobnie tak, chociaz mozesz nie zdawac sobie z tego sprawy. Przypuszczalnie znasz jednego lub nawet kilku umniejszaczy.


Umniejszacz stosuje roznorodne strategie, aby uderzyc w twoja samoocene. Niby to wyraza swoje uznanie dla czegos, z czego jestes dumny, pozniej jednak robi jakas zlosliwa uwage na ten temat. Wyczuwa to, co ty uwazasz za swoje braki i niedociagniecia, i wykorzystuje w starannie dobranych momentach, kiedy twoja odpornosc jest oslabiona. Umniejszacz moze ponawiac ataki na ciebie tak dlugo, az ulegniesz. On musi podporzadkowac cie sobie poniewaz postrzega cie jako osobe stojaca wyzej od niego. Formuluje oskarzenia, ktore zawieraja "ziarnko prawdy", i wali nimi w ciebie "z cala szczeroscia", "po prostu dlatego, ze jest twoim przyjacielem" i "aby ci pomoc".

Roznica pomiedzy umniejszaczem wartosci a prawdziwym przyjacielem polega na tym, ze przyjaciel wytknie ci cos i na tym poprzestanie, dajac czas na przemyslenie sprawy. Umniejszacz podsunie ci wiekszosc twoich wad pod sam nos i bedzie drazyl temat tak dlugo, az poczujesz sie calkiem malutki. Wykaze ci, ze twoje zalety, ktore ty uwazasz za najwazniejsze, sa niewiele warte. Wyslucha twoich zwierzen na temat czegos, czego w sobie nie lubisz, a potem wykorzysta to przeciwko tobie. A wszystko to robi w sposob tak subtelny, ze nie zdajesz sobie z tego sprawy.

Jesli stawisz czola umniejszaczce i zbuntujesz sie przeciwko temu, co robi, powie cos w tym rodzaju: "Och, daj spokoj! Kocham cie. Jestem twoja przyjaciolka. Skad ci do glowy przyszly takie glupie pomysly?" Ona moze naprawde cie lubic. Moze naprawde chciec twojej przyjazni... ale na wlasnych warunkach i tylko wowczas, gdy ma nad toba pelna kontrole. Sprawi, ze poczujesz sie podly i gorszy od innych, gdyz oskarzyles ja o umniejszanie twojej wartosci. Twoje oskarzenia moga ja rozzloscic. I jesli bedzie cie mogla umniejszyc jeszcze bardziej, zrobi to z pewnoscia. A gdy uzna, ze naprawde bacznie jej pilnujesz, przeprosi cie i przestanie dewaluowac twoja wartosc... do momentu, gdy nie bedziesz sie tego spodziewal.

Mowiac krotko, umniejszacz zrobi wszystko, aby cie kontrolowac. Ma bzika na tym punkcie i za kazdym razem, kiedy wydaje mu sie, ze traci te kontrole, wpada w poploch.

METODY WREDNYCH LUDZI

Budowa niepewno¶ci

Jedna z jego metod jest trzymanie cie w ustawicznej niepewnosci. Rzadko udziela odpowiedzi. Wszystko jest niejasne - zadnych zobowiazan. Umniejszaczka sprawia, ze przez dlugie okresy czujesz sie niepewny sytuacji, az twoja zdolnosc do adaptacji zaczyna sie zalamywac. Mozna to osiagnac na wiele sposobow.

Na przyklad umniejszaczka stanie sie nagle pelna zrozumienia, kochajaca i bardzo mila. Dopoki nie nabierzesz zaufania. Wowczas jednym wprawnym ciosem wprawi cie ponownie w niepewnosc za pomoca krytyki, insynuacji czy tlumionego gniewu. Mozesz spytac:

Co sie stalo? Tak dobrze sie ukladalo,

i uslyszysz w odpowiedzi:

Co masz na mysli mowiac 'co sie stalo?' Czy cos jest nie tak?
No coz, jestes jakas inna - powiesz.

Odpowiedz brzmi:

Co? (W oczach rozpala sie ogien). Rzeczywiscie! Doprowadzasz mnie do obledu! Nigdy nie wiem, z czym za chwile wyskoczysz.

A potem uslyszsysz sarkastycznie i drwiaco:

Co sie stalo? Tak dobrze sie ukladalo!

I juz jestes w stanie niepewnosci. Zostales znowu zlapany w sidla swego umniejszacza. Mowisz sobie: Do licha, chyba naprawde nie zdawal sobie sprawy... a moze to ja... moze doszukuje sie rzeczy, ktorych nie ma? Moze gonie w pietke?

A w tym samym mniej wiecej czasie twoj umniejszacz patrzy na ciebie, och, jakze czule, i z troska mowi:

Kochanie, a moze bys poszla do lekarza, zachowujesz sie dziwnie, zupelnie jak nie ty.

Przeczesujac palcami twoje wlosy, wzrokiem wyraza najwyzszy niepokoj i mowi:

Nie chcialbym, aby cos sie przydarzylo mojej malutkiej.

W kaciku jego oka zbiera lza.

Idz jutro do doktora Schmidta, kochanie, i opowiedz mu o problemach, ktore cie drecza.

A potem szybko odwraca sie, rozsiada na kanapie i wsadza nos w gazete.

A potem przychodzi czas, gdy myslisz: Moze sie zmienil? Od tygodnia/miesiaca powtarza mi, ze jestem cudowna. Wszystko przez chwile uklada sie wspaniale. A potem, gdy juz mu znowu zaufasz, nieuchronnie rozpocznie wszystko od nowa, stosujac krytyke, insynuacje, gniew. Wcisnal cie w obrzydliwe poczucie niepewnosci.

Projekcja

Projekcja jest manewrem psychologicznym, ktory mozna latwo wyjasnic. Jest ulubionym narzedziem umniejszaczki: przenosi odpowiedzialnosc, za swoje wlasne uczuczia na kogos innego, zupelnie jakby ten ktos byl ich zrodlem.

Na przyklad osoba, ktora cie nie lubi, mowi:

Mysle, ze mnie nie lubisz.

To stwierdzenie powoduje, za zaczynasz zastanawiac sie nad soba. Przenosisz zainteresowanie na siebie, przygladasz sie wlasnym uczuciom, zamiast zwrocic uwage na uczucia tej drugiej osoby, a to juz zapewnia jej calkiem dobre schowanko. Oskarzycielka czesto obciaza cie odpowiedzialnoscia za to, co sama robi.

Czyz nie zakrawa na ironie, ze ktos, kto chloszcze innych za negatywne mysli czy zle postepki, najczesciej sam grzeszy w myslach, slowach i uczynkach? Gdy ktos cie zaatakuje za cos, czego nie zrobiles, mowi to wiecej o nim niz o tobie.

Na przyklad: gdybym byl oddanym mezem, a moja zona zaczelaby mnie oskarzac o oszukiwanie jej, wiedzialbym prawie na pewno, ze sama mnie oszukala, Mozna powiedziec ogromnie duzo o ludziach na podstawie ich projekcji. Trzeba tylko uwaznie sluchac.

Generalizacja

Miej sie na bacznosci - umniejszacz bedzie czesto stosowal uogolnienia, ktore sa wyolbrzymionymi do przesady drobnymi prawdami. Im wiecej prawdy tkwi w uogolnieniu tym bardziej mozna przesadzac.

Na przyklad, gdy wracasz po pracy do domu, twoja malzonka wita cie slowami:

W ogole nie myslisz. (Tlumaczenie: zapomniales kupic mleka.)
Jestes nieodpowiedzialny. (Zapomniales kupic mleka.)
Jestes glupi. (Zapomniales kupic mleka.)

Zona atakuje cie i twoja wartosc, zamiast zaatakowac problem. A problemem jest brak mleka, nie zas twoja bezmyslnosc, brak odpowiedzialnosci czy glupota.

Nawet gdybys byl glupi, jak moglbys temu zaradzic? Jak mozna rozwiazac problem bycia glupim? (Gdybys wrocil do sklepu po mleko, prawdopodobnie twoj iloraz inteligencji gwaltownie by podskoczyl!) Czlowiek, ktory stosuje generalizacje tego typu, chce w ten sposob kontrolowac druga osobe.

Os±d

Poprzedni przyklad ilustruje inna jeszcze metode z arsenalu umniejszacza, mianowicie osady. Ktos, kto mowi:

Jestes nieodpowiedzialny

wyglasza implicite inne twierdzenie, ktorego prawdziwosc zostala zalozona z gory. Brzmi ono:

Wszyscy sie zgodza, ze jestes nieodpowiedzialny. To oczywiste.

A potem, poniewaz sam moglbys przyznac, iz zapomnienie o mleku jest przejawem nieodpowiedzialnosci, moglbys takze dojsc do wniosku, ze jestes nieodpowiedzialny. Zaczynasz watpic i kwestionowac siebie, zwlaszcza jezeli twoje uchybienia sa czesto krytykowane.
Osoba, ktora naprawde dba o czyjes uczucia, powiedzialaby:

Jestem zla, ze nie kupiles mleka.

Umniejszaczka natomiast przerzuci odpowiedzialnosc za swoje osady na caly swiat, jak gdyby rzeczywiscie kazdy musial sie zgodzic, ze z ciebie nic dobrego. Czyniac tak, atakuje twoja samoocene, a nie rzeczzywisty problem.

Wyjasnienie jest proste, lecz moze przypominasz sobie sytuacje, kiedy taka generalizacja lub osad poruszyly cie do glebi. Zwlaszcza, gdy taka opinie wyglosil ktos, kogo kochasz lub powazasz. Poczules sie przygnebiony, jesli nawet sam siebie nie uwazasz za glupiego czy nieodpowiedzialnego, czy jeszcze jakiegos, zaleznie od etykietki, jaka przyczepil ci umniejszacz. W koncu nie chcesz, zeby myslal w ten sposob o tobie, chcesz zrobic na nim dobre wrazenie, zadowolic go, sprawic, by zmienil swa opinie o tobie. W ten sposob umniejszacz zyskuje oczywiscie kontrole nad sytuacja.

Manipulacja

Manipulacja jest zlym rodzajem kontroli. Istnieje cos takiego jak dobra kontrola. Jest zyczliwa i polega na uczciwej wymianie, "prosze" i "dziekuje". Umniejszaczka chce miec kontrole... kropka. Dobra kontrola jej na ogol nie wystarcza. Jezeli zawioda zwykle metody, ucieknie sie do wybiegow i forteli, poniewaz musi wygrac i kontrolowac. Nierzadko bedziesz sie czul przycisniety do muru i ustapisz. Bedzie podstepnie toba manipulowac albo otwarcie dominowac. Umniejszacz z definicji jest manipulantem.

CZYTAJ CA£O¦Æ:  Jay Carter - NASTY PEOPLE. How to Stop Being Hurt by them Without Becoming One of Them.
niedziela, 26 pa¼dziernika 2008
Psychologia kwantowa - Robert Anton Wilson

To jedna z ciekawszych ksi±¿ek jakie ostatnie czyta³em. O fizyce kwantowej i psychologii ¶wiadomo¶ci. Pod tym linkiem znajdziecie przedmowê (która do¶æ dobrze przedstawia tematykê ksi±¿ki), natomiast tutaj mo¿na j± zamówiæ u wydawcy.

"Nasz± odziedziczon± po Arystotelesie sk³onno¶æ do dogmatów dodatkowo wzmacniaj± archaiczne ssacze imperatywy terytorialne. Dzikie ssaki naczelne, podobnie jak inne krêgowce, walcz± o terytorium fizczne; cywilizowane ssaki naczelne (ludzie) walcz± o terytorium 'umys³owe' - ideologie i religie (...) Zauwa¿cie, jak rzadko s³yszymy 'Byæ mo¿e Jezus by³ synem Bo¿ym' albo 'Byæ mo¿e islam jest fa³szyw± religi±'. Ludzie ignoruj± kwantowe 'byæ mo¿e' (...) z racji tego ¿e od tysi±cleci tradycyjna polityka i nauka uczy ludzi nietolerancji i przedwczesnej pewno¶ci. Ogólnie rzecz bior±c, uwa¿a siê, ¿e formu³owanie i obrona kategorycznych s±dów to przejaw 'mêsko¶ci', natomiast podkre¶lanie znaczenia niepewno¶ci to co¶ 'niemêskiego'". (Robert Anton Wilson, Psychologia kwantowa)

Jak dzia³a mózg? - wyk³ady akademickie
Absolutnie obowi±zkowa lektura: "W roku akademickim 2008/2009 prowadzê wyk³ad monograficzny "Jak dzia³a mózg i sk±d siê bierze umys³" (kod przedmiotu: 0800-M-JDM-DY), dotycz±cy g³ównie zagadnieñ mózg-umys³-zachowanie, a w nim wstêp do kognitywistyki, nieco neuroanatomii, neuropsychologii, oraz modeli dzia³ania mózgu i sporo uwag na temat umys³u. Wyk³ady te nie wymagaj± specjalnego przygotowania i dostêpne s± dla studentów wszystkich kierunków".

Np. Dzia³anie mózgu - najprostsze teorie

LINK DO WSZYSTKICH WYK£ADÓW

Bonus:

LINK DO FILMU "THOUGHT MOMENTS"
 (dziêki Magdallia - daje go tutaj bo d³ugi link rozwala³ box z ostatnimi komentarzami:)
sobota, 25 pa¼dziernika 2008
Traktat ateologiczny - Michel Onfray - fragmenty


"£atwowierno¶æ cz³owieka przechodzi ludzkie pojêcie. Usilnie stara siê on nie dostrzegaæ tego, co oczywiste, domaga siê jedynie pociechy, ³aknie jej jak kania d¿d¿u, choæby by³a czyst± u³ud± i fikcj±. Wolimy s³uchaæ bajek, mitów, dzieciêcych opowiastek, ni¿ byæ ¶wiadkami okrucieñstw i cierpieñ, które zmuszaj± do uznania tragiczno¶ci ¿ycia za fakt niepodwa¿alny. Aby pokonaæ ¶mieræ, homo sapiens zamyka oczy. Nie wa¿y siê rozwi±zaæ problemu, woli go zamie¶æ pod dywan. ¦mieræ dotyczy jedynie ¶miertelników, a wyznawca wierzy przecie¿ naiwnie i uporczywie w³a¶nie w swoj± nie¶miertelno¶æ. Dosz³y go wprawdzie s³uchy o planetarnej hekatombie, ale jego to przecie¿ nie dotyczy..."


"Póki religia pozostaje spraw± prywatn±, nic mi do niej, uwa¿am j± za zwyk³y zlepek nerwic, psychoz i innych osobistych przypad³o¶ci. (...) Mój ateizm budzi siê z letargu wówczas, gdy prywatna wiara staje siê spraw± publiczn±; kiedy kto¶ próbuje zorganizowaæ ¿ycie innym na podstawie w³asnych psychopatologii. Miêdzy osobist± trwog± egzystencjaln± a w³adz± nad cia³em i dusz± innych ludzi rozci±ga siê obszar, gdzie czaj± siê metafizyczni rozbójnicy, czerpi±cy profity z duchowej i intelektualnej nêdzy swych bli¼nich. Targani popêdem ¶mierci usi³uj± go skierowaæ na ca³y ¶wiat; nie ratuje to ich przed zamêtem, nie prowadzi do wydobycia siê z nêdzy, tylko do ska¿enia ni± ca³ego ¶wiata. Pragn±c unikn±æ negatywno¶ci, rozsiewaj± j± wszêdzie wokó³ i wywo³uj± mentaln± epidemiê."



"Wbrew temu, co twierdzili Nietzsche i Heine, Bóg nie umar³; nie jest nawet umieraj±cy. Nie umar³ i nie umiera, poniewa¿ nie jest ¶miertelny. Fikcja nie umiera, z³udzenie nie mo¿e sczezn±æ, bajki dla dzieci nie sposób ukatrupiæ. Ani hipogryf, ani centaur, ani ¿adne inne zwierzê z mitologicznego bestiarium nie podlega prawom, które rz±dz± ssakami — wielorybem, dromaderem czy tchórzofretk±. Otó¿ Bóg nale¿y w³a¶nie do mitologicznego bestiarium, podobnie jak tysi±ce innych stworzeñ wymienionych w opas³ych s³ownikach religioznawczych pomiêdzy bodhisattw± a Bragim. Westchnienie uci¶nionego stworzenia nie ustanie, póki istnieæ bêd± uci¶nione stworzenia; nie ustanie wiêc nigdy..."

"Nie mo¿na zabiæ tchnienia, wiatru, zapachu, nie sposób zg³adziæ marzenia, aspiracji, rojeñ. Boga stworzyli ¶miertelnicy na swój hipostazowany obraz. Chcieli w ten sposób walczyæ ze ¶wiadomo¶ci±, ¿e na koñcu drogi nieodwo³anie czeka nas ¶mieræ, niebyt, nico¶æ; s³owem — pragnêli uczyniæ zno¶nym w³asne ¿ycie. Dopóki ludzie bêd± skazani na ¶mieræ, wielu z nich bêdzie usi³owa³o st³umiæ tê przera¿aj±c± my¶l, stosuj±c rozmaite wybiegi. Wybiegu nie da siê zamordowaæ. W tym wypadku to raczej wybieg nas zabija, Bóg unicestwia bowiem wszystko, co stawia mu opór. Najsampierw rozum, intelekt, zmys³ krytyczny. Reszta ulega destrukcji na mocy reakcji ³añcuchowej."

"Religijne ekstrawagancje nie znaj± granic. Taniec uryny Indian Zuni z Nowego Meksyku. Amulety z ekskrementów tybetañskiego wielkiego lamy. Hinduistyczny zwyczaj oczyszczaj±cych ablucji w krowich odchodach i urynie. Rzymski kult takich bóstw, jak Stercutius i Crepitus czy bogini Cloacina (patronów, kolejno, ustêpów, b¼dzin i kanalizacji). Ofiary z nawozu sk³adane asyryjskiej Wenus — Isztar. Xochiquetzal, meksykañska Bogini mi³o¶ci i zabawy zjadaj±ca w³asne odchody. Boskie zalecenie z Ksiêgi Ezechiela, aby do gotowania potraw wykorzystywaæ ludzkie ekskrementy. Gdy chodzi o utrzymywanie kontaktu z Bogami oraz sfer± sacrum, ka¿da metoda jest, jak widaæ, stosowna."

"Bóg lub bogowie, których zadanie polega na legitymizowaniu w³adzy, staj± siê uprzywilejowanymi partnerami wodzów plemiennych, królów i ksi±¿±t. Ziemscy w³odarze twierdz±, ¿e zawdziêczaj± swoj± potêgê bogom, na dowód czego powo³uj± siê na poza¶wiatowe znaki, odszyfrowywane przez kastê kap³anów, która sk±din±d ma udzia³ w zyskach z monopolu na legalne u¿ycie si³y. Ateizm staje siê wiêc nader u¿yteczn± broni±, pozwalaj±c± wtr±caæ do wiêzieñ i lochów tych, którzy o¶mielaj± siê sprzeciwiaæ w³adzy. A niepoprawnych oponentów posy³aæ na stos."

Traktat ateologiczny na Racjonalista.pl
pi±tek, 24 pa¼dziernika 2008
Pudelek i lampart
Pewna pani wybra³a siê do Afryki na safari i zabra³a ze sob± swojego pupila-pudelka. W trakcie wyprawy piesek wypad³ z jeepa, czego nikt nie zauwa¿y³. Bieg³ za samochodem, bieg³, bieg³... ale nie dogoni³. Nagle s³yszy gdzie¶ za sob± szelest i k±tem oka dostrzega zbli¿aj±cego siê lamparta. Zadr¿a³ ze strachu, przed oczami przelecia³o mu ca³e ¿ycie. Wtem jednak patrzy, a kawa³ek dalej w trawie le¿± jakie¶ poobgryzane szcz±tki. 'Mo¿e nie wszystko stracone' - my¶li pudelek i dopada padliny.

Lampart wy³azi z krzaków, patrzy - a tam jaki¶ dziwaczny ma³y stwór co¶ wpierdala, ciamka,
mlaska. Lampart ju¿ - ju¿ ma na niego skoczyæ, ale s³yszy jak stwór mruczy do siebie: 'Mmmm... jaki smaczny ten lampart...rarytas... miêsko palce lizaæ... a kosteczki - co za rozkosz...'. Lampart przerazi³ siê i da³ nura w krzaki. 'Ca³e szczê¶cie, ¿e mnie nie widzia³ ten ma³y diabe³, bo z¿ar³by mnie jak dwa razy dwa' - my¶li uciekaj±c. Pudelek odetchn±³, ale zauwa¿y³, ¿e na drzewie siedzi ma³pa, która najwyra¼niej obserwowa³a ca³± sytuacjê, bo minê ma zdziwion±. Nagle ma³pa puszcza siê biegiem za lampartem i wrzeszczy. 'Oj, niedobrze' - my¶li pudelek. 'Ta cholerna ma³pa wszystko mu wygada. Co robiæ?' Ma³pa faktycznie dopada lamparta i opowiada mu, jak to zosta³ wystrychniêty na dudka.

Lampart wk...wi³ siê strasznie. Kaza³ ma³pie wsi±¶æ mu na grzbiet i wróciæ ze sob± na polankê, ¿eby by³a ¶wiadkiem tego, jak rozprawi siê z tym stworem. Wracaj±, patrz±, a tam pudelek rozwalony na grzbiecie, d³ubie w zêbach pazurem i gada do siebie: 'Gdzie do cholery ta ma³pa? Wys³a³em j± po kolejnego lamparta, a ta cipa, nie wraca i nie wraca...'
poniedzia³ek, 13 pa¼dziernika 2008
Transforming Sex into Love


It is sexual energy that transforms into love. Humans have been set up against their own energy. On the surface, human beings are taught to support the dropping of all conflicts, all fights, all struggles. But deep down they are essentially being taught to fight: "The mind is poison, so fight against it." And on the surface we are asked to drop all conflicts! The very teachings that are the basis of man’s inner conflict ask him to drop conflict! On one hand, drive people mad, and on the other, open asylums to treat them. On one hand spread the germs of sickness, and on the other build hospitals to treat the sick.

It is very important to understand one thing in this context. Human beings can never be separated from sex. Sex is the very source of one’s life; one is born out of it. Existence has accepted the energy of sex as the starting point of creation, and your holy men call it sinful… something that existence itself does not consider a sin! And if you think of God as the creator, and if God considers sex to be a sin, then there is no greater sinner than God in this world, no greater sinner than God in this universe.

You see a flower in bloom– have you ever considered that the blossoming of a flower is an act of passion, a sexual act? What is happening as the flower blossoms? The butterflies will sit on it and carry its pollen, its sperm, to another flower. A peacock dances in full glory– a poet will sing songs to it, your saints will also be filled with joy at the sight of it. But aren’t they aware that the dance is an overt expression of passion, that it is primarily a sexual act? The peacock is dancing to seduce its beloved. The peacock is beckoning to his beloved, his spouse. The bird is singing, the peacock is dancing, the boy has become an adolescent, the girl has grown into a beautiful woman– these are all expressions of sexual energy. These are all different manifestations of sexual energy. All life, all expression, all flowering is basically sex energy. And it is against this sex energy that religions and cultures are pouring poison into the minds of human beings. They are trying to engage human beings in a fight against it. They have entangled people in this battle against their own basic energy, so they have become wretched, pathetic, devoid of love, false, nobodies.

One has not to fight with sex, but to create a friendship with it, and elevate the stream of life to the heights.

While blessing a newlywed couple, an Upanishadic sage said to the bride, May you be the mother of ten children and, ultimately, may your husband become your eleventh child. If passion is transformed, the wife can become the mother; if lust is transformed, sex can become love. It is only sexual energy that flowers into the energy of love.

But we have filled humans with antagonism toward sex, and the result is that not only has love not flowered in them– because love is an evolution beyond sexual energy, and can come only through acceptance of it– but their minds have become more and more sexual because of the opposition to sex. All our songs, all our poetry, all our art and paintings, all our temples and the statues in them have directly or indirectly become centered around sex. Our minds revolve around sex. No animal in the world is sexual like human beings are. Human beings are sexual around the clock– awake or asleep, sitting or walking, sex has become everything to them. Because of the enmity toward sex, because of this opposition and suppression, it has become like an ulcer to their being.

One cannot be free from something that is the very root of one’s life. But in the process of this constant inner conflict, one’s entire life can become sick– and it has. Your so-called religions and cultures are basically responsible for the excessive sexuality that is so evident in humankind. It is not "bad people" but "good people" and saints who are responsible for this. Until the entire human race frees itself from this wrongdoing by religious leaders and "good people," there is no possibility of the birth of love.

I want to say to you that sex is godly. The energy of sex is divine energy, godly energy. That is why this energy creates new life. It is the greatest, most mysterious force of all.

Drop this antagonism toward sex. If you ever want love to shower in your life, renounce this conflict with sex. Accept sex blissfully. Acknowledge its sacredness. Acknowledge its benediction.

Go on searching deeper and deeper into it, and you will be amazed that the more you accept sex with a quality of sacredness, the more sacred it will become. And the more you are in conflict with it, as if it were something sinful and dirty, the more sinful and ugly it will become. Za 'Sex Matters', Osho.
Mi³o¶æ, uczucia i niebezpieczne zwi±zki
Z Zofi± Milsk±-Wrzosiñsk±, psychoterapeutk± w Laboratorium Psychoedukacji, rozmawia Joanna Sokoliñska. Gazeta Wyborcza / Wysokie Obcasy.

Zastanawia³a siê pani kiedy¶, jakie by³y dalsze losy Kopciuszka? Co siê wydarzy³o po stu dniach od ¶lubu?

Po stu dniach to jeszcze ¿adne ma³¿eñstwo, nic prze³omowego nie musia³o siê zdarzyæ. Przyjemna idealizacja mog³a trwaæ w najlepsze. Wszystko jej sprzyja³o: przelotne spotkania w nierealnym ¶wiecie, wyj±tkowa pozycja partnera, jego nag³a ku ukochanej sk³onno¶æ. Przedsiêwzi±³ tak wiele, by j± zdobyæ - no, to ju¿ musi byæ prawdziwa mi³o¶æ. W ba¶ni to wystarcza. W prozie realistycznej raczej nic by z tego zwi±zku nie wysz³o.

To jak jest w ¿yciowej prozie?

Spotykamy ksiêcia, czyli, dajmy na to, instruktora na obozie nurkowym. Wygl±da jak heros, w wodzie dokonuje cudów, opiekuje siê nami, bo my dopiero zaczynamy siê zanurzaæ, jest mêski, a do tego wra¿liwy ekologicznie (troszczy siê o rafê koralow±). Wszystkie kobiety trac± dla niego g³owê, ach, jak by³oby cudownie mieæ takiego mê¿czyznê tylko dla siebie, a on - jak w ba¶ni - wybiera w³a¶nie nas. Przenosimy siê do Australii, by budowaæ tam wspólne szczê¶cie, albo namawiamy go do powrotu do cywilizacji, bo taki mê¿czyzna przecie¿ wszêdzie sobie poradzi. Po roku l±dujemy z popijaj±cym osi³kiem, który w sezonie ma kilka romansów z kursantkami, albo ze smêtnym nieudacznikiem, który ¿yje na nasz koszt i obwinia nas, ¿e przez nas porzuci³ jedyne, co kocha³. Idealistyczna wizja boga g³êbin jako wymarzonego partnera ¿yciowego rozwiewa siê bezlito¶nie.

Albo i nie.

Albo i nie. Kiedy ona widzi jego romanse, alkohol i ogóln± gnu¶no¶æ, cierpi, ale trwa, bo to nic, to przej¶ciowe, pod wp³ywem jej mi³o¶ci on siê zmieni.

Od czego to zale¿y?

Na przyk³ad od si³y marzenia, by byæ kobiet± wyj±tkowego mê¿czyzny. Dziewczynka mo¿e mieæ takie do¶wiadczenie - widzi tatusia jako najsilniejszego, najlepszego, a przy tym urzeczonego swoj± córeczk±. Chcia³oby siê wskrzesiæ to doznanie. Du¿a dziewczynka, która mia³a szczê¶cie i najpierw tê idealizacjê przesz³a, potem - nie skre¶laj±c ojca, tylko widz±c go bardziej prawdziwie - z niej wyros³a, nie musi tego szukaæ w doros³ym ¿yciu. Ale je¶li przekonanie o wyj±tkowo¶ci ojca nie mog³o w naturalny sposób siê rozproszyæ, to kobieta idzie przez ¿ycie, marz±c, by poczuæ siê jak trzylatka przy idealnym mê¿czy¼nie. I nasz nurek to pragnienie o¿ywia. A gdy pojawiaj± siê rysy, ona my¶li, ¿e jak siê postara, to znów bêdzie jak kiedy¶.

I co bêdzie?

Wszyscy jej bêd± mówiæ: 'Jak ty z nim wytrzymujesz! Przecie¿ on ciê nie kocha, wykorzystuje, romansuje'. Ona siê nawet zgadza: 'A wiesz, ty masz racjê. No, dobra, wrócê do domu i porozmawiam z nim powa¿nie'. Ale wraca i nie rozmawia. Ani dzi¶, ani przy kolejnym wyskoku. Bo to, kogo wybieramy i z kim zostajemy, nie bierze siê tylko z naszych racjonalnych decyzji. Dlatego czêsto ludzie tkwi± w zwi±zkach, które ich niszcz±. Ona ju¿ widzi, ¿e ¿ycie z nim jest mia³kie, ale trwa w tym.

Mia³kie? Przecie¿ on ol¶ni³ j± wyj±tkowo¶ci±.

Bo na pocz±tku jest niezwyk³y, jad± na weekend do Lizbony, przysy³a kwiaty - i nie s± to zwyk³e kwiaty, tylko przeplecione per³ami, jak te dla pos³anki Sawickiej od adoratora z CBA. A potem dzieje siê co¶ zaskakuj±cego - on znika i przez trzy dni nie odbiera komórki. Pojawia siê i mówi: 'Musia³em byæ sam, ¿eby poradziæ sobie z tym wszystkim'. Racjonalnie ona nie rozumie, z czym mianowicie, i wydaje jej siê to dziwne. Ale nie potrafi tego prze³o¿yæ na jasny os±d, wik³a siê emocjonalnie.

Co powinno zapaliæ jej ¶wiate³ko ostrzegawcze?

Nadmiar starañ i emocji powinien zapaliæ jej w g³owie czerwon± lampkê. Niestety, zwykle zapala zielon±. A jak siê okazuje, ¿e idea³ ma skazy - kolejne czerwone ¶wiat³o - to ona wi±¿e siê tym bardziej.

Ale dlaczego?

Ludzie czêsto nosz± w sobie pragnienie odbudowania czego¶, co zniszczy³o siê w dzieciñstwie. Ch³opcy wychowani przez zimn±, wymagaj±c± matkê nie szukaj± ciep³ych serdecznych dziewczyn. Chc±, ¿eby ich zaakceptowa³a jaka¶ zo³za. Je¶li ojciec by³ nieobecny, poch³oniêty prac± i zamkniêty w sobie, to córka mo¿e rosn±æ z nadziej±, ¿e spotka mê¿czyznê podobnego do jej ojca, a on na ni± jedn± siê otworzy. To marzenie czêsto prowadzi na manowce, bo przez nie tyle kobiet odrzuca mi³ych ch³opców, a wybiera kandydata trudnego i niewdziêcznego. Zwyk³y ch³opak jest nieatrakcyjny. Ona chce, ¿eby ten 'trudny' albo 'wyj±tkowy' j± pokocha³, i to bêdzie tak, jakby pokocha³ j± nieobecny ojciec, jakby ten zamkniêty, niedostêpny cz³owiek na ni± w³a¶nie siê otworzy³. Takie dziewczyny nieomylnie wytropi± w nowym ¶rodowisku partnera rokuj±cego najgorzej. Przyjd± do korporacji pe³nej m³odych, wolnych ludzi i zaraz uwik³aj± siê w zwi±zek na lata z ¿onatym, histerycznym i niewiernym szefem. W psychoterapii to siê nazywa wybór z³ego obiektu.

My¶la³am, ¿e wybór ¿onatego szefa wi±¿e siê z lêkiem przed normalnym zwi±zkiem.

Zdarza siê. Na to te¿ jest nazwa - obiekt niedostêpny. On umo¿liwia nam prze¿ywanie uczuæ mi³osnych, gwarantuj±c jednocze¶nie, ¿e nie wejdziemy w pe³ny zwi±zek. Takim niedostêpnym obiektem mo¿e byæ nauczyciel, aktor, ksi±dz lub mê¿czyzna zajêty. Dziewczyna ju¿ siê czego¶ uczy o relacjach miêdzy lud¼mi, o uczuciach, o sobie, ale nie wchodzi w zwi±zek, na który nie czuje siê gotowa. Czyli ¿e to taka rozbiegówka, ona trochê poæwiczy zakochanie, a z czasem zacznie wybieraæ bardziej dostêpne obiekty, a nie ¿onatych mê¿czyzn, podobnych do ojca i nieosi±galnych jak on. Ale wcze¶niej odrzuci lub zniechêci kilku sensownych kandydatów. Bêdzie mówiæ: 'Wiesz, pozna³am kogo¶, spodoba³ mi siê, ale jako¶ nie da³am mu telefonu'. Czemu? 'No nie wiem, chyba ba³am siê, ¿e co¶ z tego bêdzie, a ja teraz nie chcê'. Albo: 'Nie wiem, dlaczego ja mu zrobi³am po raz czternasty tê aferê, po której on wyszed³. Nie rozumiem, dlaczego ci±gle to robiê'. Powodem awantur 'bez powodu' bywa lêk przed zwi±zkiem.

Czyli naprawdê zdarza siê ucieczka od mi³o¶ci powodowana strachem, ¿e siê uda?

Bardzo czêsto. Mówi±: 'Po raz kolejny próbowa³am (próbowa³em) wej¶æ w zwi±zek i znowu nie wysz³o'. Przychodz±, kiedy widz±, ¿e nie panuj± nad swoim ¿yciem, emocjami, co¶ nimi rz±dzi. Wybieraj± najgorszy dla siebie obiekt albo przerabiaj± dobry na z³y.

Czyli nie wystarczy dobrze ulokowaæ uczucie, by byæ szczê¶liwym w mi³o¶ci?

Nie, bo ka¿dy dobry obiekt mo¿e zostaæ zniszczony. Mê¿czyzna wi±¿e siê z kochaj±c±, bystr±, zadban± i zainteresowan± seksem dziewczyn±, ale jak siê dobrze postara, w ci±gu roku mo¿e j± zmieniæ w kobietê zrzêdz±c±, znudzon± ¿yciem i seksem z nim.

Czyli naprawdê zdarza siê ucieczka od mi³o¶ci powodowana strachem, ¿e siê uda?

Bardzo czêsto. Mówi±: 'Po raz kolejny próbowa³am (próbowa³em) wej¶æ w zwi±zek i znowu nie wysz³o'. Przychodz±, kiedy widz±, ¿e nie panuj± nad swoim ¿yciem, emocjami, co¶ nimi rz±dzi. Wybieraj± najgorszy dla siebie obiekt albo przerabiaj± dobry na z³y.

Czyli nie wystarczy dobrze ulokowaæ uczucie, by byæ szczê¶liwym w mi³o¶ci?

Nie, bo ka¿dy dobry obiekt mo¿e zostaæ zniszczony. Mê¿czyzna wi±¿e siê z kochaj±c±, bystr±, zadban± i zainteresowan± seksem dziewczyn±, ale jak siê dobrze postara, w ci±gu roku mo¿e j± zmieniæ w kobietê zrzêdz±c±, znudzon± ¿yciem i seksem z nim.

Jak to zrobi³?

Przecie¿ ludzie na siebie wp³ywaj±. Gdy przychodzi do mnie para z 15-letnim sta¿em, oboje na siebie narzekaj±, nie lubi± siê i on siê skar¿y, ¿e kiedy¶ ona by³a wspania³± kobiet±, o ¿ywym umy¶le, z któr± mo¿na by³o o wszystkim porozmawiaæ, a teraz nie ma na nic si³y, tylko seriale ogl±da, to ja pytam, co on zrobi³, ¿e pomóg³ jej staæ siê kim¶ takim. Po stu dniach nie, ale po piêciu latach ju¿ jest wspó³odpowiedzialny za to, kim ona jest. Nie mo¿e powiedzieæ, ¿e to siê sta³o bez jego udzia³u.

Mo¿e ona wiecznie siedzia³a w pracy i wp³ywali na ni± koledzy?

To gdzie on wtedy by³? Dlaczego nie zaprotestowa³? Mo¿e by³o mu z tym wygodniej? To, ¿e idea³ kapcanieje, wynika tak¿e z dzia³añ i poniechañ tej drugiej osoby. To wa¿ne, ¿e i poniechañ - nie chodzi tylko o to, co robimy, ale od czego siê powstrzymujemy, czego z siebie sk±pimy, na co sobie nie pozwalamy, co zaniedbujemy. Nasza bierno¶æ ma wp³yw na kszta³t relacji i na to, kim siê oboje stajemy przez lata.

Ale co ta dziewczyna jest winna, ¿e jej ukochany instruktor pije?

Winna nie. Ale wspó³odpowiedzialna. Pozwoli³a siê otumaniæ, nie chce widzieæ, s³yszeæ ani rozumieæ. Nawet postawiæ granicy nie próbuje. I to jest jej odpowiedzialno¶æ. Ta kobieta mo¿e widzieæ i rozumieæ to, ¿e poddaje siê niszcz±cemu zaczadzeniu. Tak, jak kto¶, kto wci±¿ planuje odchudzanie, jest odpowiedzialny za to, ¿e wci±¿ ulega ³akomstwu i zjada tabliczkê czekolady.

Mo¿e zjada j± z g³odu.

To jest g³ód bycia noszon± na rêkach przez niezwyk³ego, silnego mê¿czyznê. On ma romans z kolejn± kursantk± szukaj±c± ksiêcia, ona próbuje odej¶æ, on mówi, ¿e to by³o z rozpaczy, bo mia³a dla niego za ma³o czasu, gdyby nie to, toby na tamt± nawet nie spojrza³. I ona ukojona wraca. Zjad³a znów swoj± czekoladê.

Co siê musi staæ, ¿eby przejrza³a na oczy?

Jedna odejdzie, gdy on zacznie w jej towarzystwie ogl±daæ telewizjê, druga na pierwszy sygna³, ¿e on zauwa¿a inne kobiety, trzecia, gdy j± zdradzi lub uderzy, a inna bêdzie trwaæ do koñca. Na niektóre najskuteczniej dzia³aj± nieregularne wzmocnienia - raz na jaki¶ czas adoracja, kwiaty, wyznania, szalona noc - i dziêki temu ona wierzy, ¿e uczucie trwa, tylko komputer czasem siê zawiesza. Ale s± ludzie, którzy uwa¿aj± za normê moraln± trwanie przy wspó³ma³¿onku, jakikolwiek by on by³. Uwa¿aj±, ¿e jest wa¿ny powód, niezale¿ny od przymiotów lub defektów partnera, by zostaæ w zwi±zku. I nie musi to byæ chore.

Bo ona nie liczy na to, ¿e on siê zmieni, tylko chce z nim byæ?

Na przyk³ad. Albo z innych wa¿nych dla niej powodów, niezwi±zanych z nim, z tym, jaki on siê okaza³, tylko z jej religi±, ¶wiatopogl±dem, warto¶ciami. I ma do tego prawo, choæby nawet on by³ najgorszy, poni¿a³, oszukiwa³. Ale je¿eli mówi: 'On siê na pewno zmieni, nie wiem, co siê z nim sta³o, to przej¶ciowe, on taki nie jest' - wtedy trwa w kosztownej iluzji niszcz±cej ¿ycie jej i jemu.

Jemu te¿?

Utwierdza go to w przekonaniu, ¿e cokolwiek by zrobi³, nikt mu nie postawi granic. Zaczyna uwa¿aæ, ¿e w tym, co robi, nie ma niczego niew³a¶ciwego, ¿e ona chce, ¿eby j± tak traktowa³, ¿e to jest w³a¶ciwe. No i przez to on te¿ jest pozbawiony szansy na prawdziwy zwi±zek.

I to siê nigdy nie skoñczy?

Czê¶æ osób przychodzi do gabinetu, bo zosta³a porzucona. Porzucony mówi: 'Rzeczywi¶cie mówi³a, ¿e jak jeszcze raz tak j± potraktujê, to odejdzie. Ale nie odchodzi³a! My¶la³em, ¿e nigdy mnie nie zostawi'. Niektórzy, ¿eby zmieniæ swój sposób prze¿ywania emocji, my¶lenia, ¿ycia, musz± przej¶æ destabilizacjê, czyli na przyk³ad rozstanie. I to jest dla nich szansa rozwoju.

A dlaczego ona w koñcu odesz³a?

Przekroczony zosta³ próg wytrzyma³o¶ci. Czasami jest on tak wysoki, ¿e to ju¿ patologia. Komu¶ takiemu mo¿na wszystko zrobiæ, a on i to wytrzyma. Inny z kolei ma ten próg bardzo nisko, czyli byle drobiazg go zniechêca. Takie osoby przekre¶laj± mo¿liwo¶æ wzajemnego wp³ywu.

Nie rozumiem.

On ma³o czyta, ci±gle siedzi przy komputerze. A dla nas ksi±¿ki s± wa¿ne. Mo¿emy powiedzieæ: 'Nie zniosê tego, zostawiê tego buca!'. Ale mo¿na te¿ pomy¶leæ, ¿e jak my kochamy ksi±¿ki, a on nas, to w koñcu miêdzy nim a s³owem drukowanym co¶ siê zadzierzgnie. Albo mo¿e on czyta wcale nie mniej ni¿ my, tyle ¿e na ekranie. Za niski próg oznacza, ¿e szukamy idea³u. A idea³, je¶li w ogóle jest osi±galny, mo¿e siê pojawiæ w naszym zwi±zku dopiero w miarê up³ywu czasu.

Czyli lepiej wró¿y, je¶li ksi±¿ê, gdy go pozna³y¶my, nie by³ idealnym ksiêciem, tylko mi³ym ch³opakiem, z którym jest nam dobrze, a nie niebiañsko?

Mo¿e byæ i niebiañsko, wa¿ne, ¿eby niebo nie przys³ania³o ziemskich realiów. Na przyk³ad poznajemy kogo¶ i odkrywamy, ¿e jeste¶my niezwykle podobni. To siê nazywa przeniesienie bli¼niacze. Ka¿de z nas mia³o ojca alkoholika, kochamy Coelho, jako dzieci spêdzali¶my lato w Spale i na pewno którego¶ roku siê tam widzieli¶my. Wierzymy w to podobieñstwo bezkrytycznie, jeste¶my nim upojeni, a¿ którego¶ dnia odkrywamy, ¿e on woli siê wcze¶nie k³a¶æ. Na pocz±tku siedzieli¶my razem do pó¼na, rozmawiali¶my, trzymali¶my siê za rêce, a on teraz przeb±kuje, ¿e wola³by siê wyspaæ. I w³a¶ciwie od Coelho woli Bellowa. To szok dla kogo¶, kto uwierzy³, ¿e znalaz³ partnera identycznego jak on. Ale do pewnego stopnia proces pozbywania siê z³udzeñ jest naturalny w zwi±zku.

CZYTAJ DALEJ
wtorek, 07 pa¼dziernika 2008
Samo¶wiadomo¶æ wed³ug in¿ynierów
Za InstytutFotonowy.pl: Ten kto zastanawia³ siê nad pojêciem samo¶wiadomo¶ci wie, ¿e sprawa nie jest prosta. Zw³aszcza, je¶li próbuje siê je zrozumieæ z opisów jak ten powy¿ej. Brak dok³adnej definicji samo¶wiadomo¶ci uniemo¿liwia naukow± dyskusjê na jej temat. Oczywi¶cie nie przeszkadza to adeptom tzw. nauk humanistycznych w swobodnym u¿ywaniu tego s³owa. Tym niemniej rozumienie s³ów, których siê u¿ywa mo¿e okazaæ siê przydatne.

Poni¿ej proponujê in¿ynierskie w swej jednoznaczno¶ci przedstawienie istoty samo¶wiadomo¶ci. Pos³u¿ê siê w tym celu modelem automatu - robota. Robot bêdzie d±¿y³ do uzyskania po¿±danego stanu ¶wiata zewnêtrzenego. Najprostszym modelem takiego robota jest pude³ko wyposa¿one w receptory - czujniki i efektory - si³owniki. Dziêki receptorom do robota trafia informacja o stanie otoczenia, a przy pomocy efektorów stan ten mo¿e byæ zmieniany. Zobacz rys. 1.


Fig. 1. Robot oddzia³uj±cy z otoczeniem.

Zasada dzia³ania takiego robota jest prosta. W odpowiedzi na niektóre stany otoczenia robot wykonuje pewne dzia³ania w tym otoczeniu. Aby skojarzyæ dany stan otoczenia ze stowarzyszonym dzia³aniem robot powinien byæ wyposa¿ony w pamiêæ, w ktorej zapisana bêdzie odpowiednia lista stanów i czynno¶ci. Rysunek 2.


Fig. 2. Robot z pamiêci±.

Okazuje siê, ¿e tak skonstruowany robot jest bardzo zawodny. Na przyk³ad, zmiana w³asno¶ci otoczenia robota na ogó³ spowoduje, ¿e wspomniana lista przestamie nadawaæ siê do osi±gniêcia pierwotnego celu. Poza tym, s± sytuacje, w których nie wystarczy mieæ do dyspozycji aktualny stan otoczenia. Czêsto w³a¶ciwa reakcja robota powinna uwzglêdniaæ poprzednie stany.Uwzglêdnienie wszystkich historii stanów ¶rodowiska przy wyborze w³a¶ciwej reakcji robota jest na ogó³ niemo¿liwe.

Rozwi±zanie tego problemu jest inne. Nale¿y wyposa¿yæ robota w umiejêtno¶æ przewidywania stanów otoczenia w odpowiedzi na bod¼ce dostarczone przez si³owniki. Oznacza to, ¿e robot powinien mieæ mo¿liwo¶æ wykonania symulacji otocznia oddzia³uj±cego z robotem zanim dokonana bedzie jakakolwiek operacja na prawdziwym otoczeniu. W pamiêci robota powinien siê zatem znale¼æ uproszczony model otocznia oddzia³uj±cego z robotem. Rysunek 3.


Fig. 3. Robot z samo¶wiadomo¶ci±.

I to w³a¶nie proponujê nazywaæ samo¶wiadomo¶ci±. Samo¶wiadomo¶æ to wewnêtrzny model samego siebie oddzia³uj±cego z wewnêtrznym modelem otocznia. Jednocze¶nie precyzujemy do czego samo¶wiadomo¶æ jest potrzebna - do przewidywania skutków w³asnych dzia³añ. 
niedziela, 28 wrze¶nia 2008
Kobiety, mi³o¶æ, seks i orgazm


Kobiety w naszej kulturze (a tak¿e w innych kulturach prze­syconych represyjn±, antykobiec± ideologi±) rodz± siê z po­czuciem winy, do¶wiadczaj±c zarazem zwi±zanej z tym wiel­kiej potrzeby ekspiacji i kary... W swojej praktyce terapeutycznej spotykam wiele kobiet, które swoje w³asne, kobiece cia³o maj± dok³adnie wyparte ze ¶wia­domo¶ci. Nadu¿ywane i upokarzane od pierwszych miesiêcy ¿ycia, przestaje byæ ich w³asno¶ci±. Staje siê w³asno¶ci± nie­¶wiadomych lub ¶wiadomych oprawców-w³a¶cicieli...


Pewna kobieta, sfrustrowana zapewne swoj± kobieco¶ci±, zapyta³a nauczyciela zen: “Jak przekroczyæ kobieco¶æ?” Otrzyma³a odpowied¼: “Je¶li chcesz przekroczyæ kobieco¶æ, stañ siê w stu procentach kobiet±, je¶li chcesz przekroczyæ mêsko¶æ, stañ siê w stu procentach mê¿­czyzn±.” Zostajemy wiêc z pytaniem: “Co to znaczy byæ w stu procentach kobiet± albo w stu procentach mê¿czyzn±?” Odpowied¼ - Byæ jednym ze wszystkim...

Prawdziwe rozwi±zanie polega na tym, aby kobieta mo­g³a odzyskaæ swoje cia³o, staæ siê podmiotem swojego ¿ycia i dziêki temu odzyskaæ w³asn± to¿samo¶æ. Wówczas nie bêdzie potrzeby stawania siê ani ¶wiêt±, ani kurw± z rodzicielskiej kl±­twy. Pojawi siê mo¿liwo¶æ realizowania ca³ego zanegowanego potencja³u kobieco¶ci.

Zdecydowana wiêkszo¶æ klientów psychoterapii to kobiety. ¦wiadczy to o tym, ¿e cz³owiek - kobieta szuka swojej to¿­samo¶ci i godno¶ci. St±d bior± siê te¿ liczne stowarzyszenia kobiece. To bardzo cenne i potrzebne. Niestety, gro¿± im ma­nowce poszukiwania to¿samo¶ci przez konfrontacjê i walkê z wrogiem - mê¿czyzn±. Na szczê¶cie kobiety coraz czê¶ciej i wyra¼niej widz±, ¿e to zbyt ³atwa droga, aby mog³a pro­wadziæ do celu, a prawdziwym ¼ród³em ich cierpienia jest to, ¿e kiedy¶, dawno, dawno temu przerwany zosta³ ³añcuch przekazu pozytywnego wzorca kobieco¶ci. Dlatego tak rzadko matka jest w stanie nauczyæ córkê bycia kobiet± i przekazaæ jej poczucie godno¶ci, rado¶ci i autonomii, przyrodzone tej for­mie istnienia na równi z form± istnienia, zwan± mê¿czyzn±. Dlatego tak rzadko córka mo¿e us³yszeæ od matki, ¿e jest dla niej wa¿niejsza od “niego”, a przynajmniej tak samo wa¿na, kimkolwiek by³by ten “on” - bratem, ojcem, mê¿em, kochan­kiem czy nawet patriarchalnym Bogiem. Tak rzadko do¶wiad­cza matczynej lojalno¶ci i solidarno¶ci.

Wa¿n± spraw± dla kobiet jest poszukiwanie kobiecych przyja¼ni. W psychologicznej literaturze kobiecej coraz czê¶ciej kobiet podnosi siê wagê tego do¶wiadczenia i ostrzega siê m³ode ko­biety, które wychodz± z domu, spod opieki matki i ojca, przed natychmiastowym wychodzeniem za m±¿ (a wiele z nich tak niestety robi). Kobiety potrzebuj± takiego okresu w swoim dojrza³ym ¿yciu, w którym mog± pobyæ w¶ród innych kobiet po to, aby pomagaæ sobie nawzajem w poszukiwaniu arche­typu kobieco¶ci. Wtedy dopiero pojawia siê szansa na to, ¿e mê¿czyzna w ich ¿yciu nie stanie siê ani znienawidzonym wy­bawicielem, ani upragnionym wrogiem. Fragmenty Wojciech Eichelberger - “Kobieta bez winy i wstydu”.

***

Wchodzenie w kontakty intymne przybli¿a ciê do nieznajomego. Zmusza ciê do odrzucenia linii obrony; bo tylko wtedy blisko¶æ jest mo¿liwa. Strach wi±¿e siê z tym, ¿e nie wiesz co ten obcy cz³owiek ci zrobi, gdy przestaniesz siê broniæ, gdy odrzucisz swoje maski. Wszyscy ukrywamy tysi±ce rzeczy, nie tylko przed innymi, ale tak¿e przed samymi sob±, poniewa¿ wychowali¶my siê w chorym spo³eczeñstwie, pe³nym represji, zakazów, tabu. Strach podszeptuje, ¿e w stosunku do obcej osoby – i nie ma znaczenia czy ¿yjecie ze sob± przez trzydzie¶ci, czy czterdzie¶ci lat, obco¶æ nigdy nie znika – bezpieczniej jest zachowaæ ostro¿no¶æ, odrobinê dystansu, poniewa¿ ten kto¶ móg³by wykorzystaæ twoje s³abo¶ci, twoj± wra¿liwo¶æ. Fragment OSHO - Blisko¶æ.

***

To jest jak modlitwa bez s³ów. Kochaæ siê - to jak medytowaæ. Jest to co¶ ¶wiêtego, naj¶wiêtszego ze ¶wiêtych. Tote¿ gdy kochasz kobietê, b±d¼ bardzo powolny… rozsmakuj siê, uchwyæ ka¿dy zapach. Bardzo powoli: nie ma po¶piechu, nie ma potrzeby siê ¶pieszyæ; czasu jest pod dostatkiem. I kiedy kochasz, zapomnij o orgazmie. Raczej czuj, ¿e przy kobiecie nastêpuje ca³kowite odprê¿enie, ¿e rozlu¼niacie siê w sobie nawzajem. Zachodni umys³ nieprzerwanie my¶li o orgazmie: czy nadchodzi, jak uczyniæ go szybkim i wspania³ym, i temu podobne. Takie my¶lenie nie pozwala przep³ywaæ energii cia³a. Nie pozwala na to, by cia³o odnalaz³o najlepszy dla siebie sposób; umys³ wci±¿ siê wtr±ca… Odprê¿ siê przy drugiej osobie. Je¶li nic siê nie zdarzy, znaczy, ¿e nie ma potrzeby, aby siê zdarzy³o.

Je¶li nic siê nie zdarzy, jest to w³a¶nie to, co mia³o siê zdarzyæ… i tak¿e jest to piêkne! Orgazm nie jest czym¶, co musi siê pojawiaæ codziennie. Seks powinien byæ po prostu przebywaniem razem, stapianiem siê ze sob±. Wtedy mo¿na kochaæ siê przez pó³ godziny, godzinê, po prostu nawzajem siê odprê¿aj±c. Tak osi±ga siê stan ca³kowitego odrzucenia umys³u, bo nie jest on potrzebny.

Mi³o¶æ to jedyne zjawisko, do którego nie jest potrzebny umys³. Tu w³a¶nie Zachód robi b³±d: u¿ywa umys³u - nawet w tym przypadku!

Rozlu¼nijcie siê wiêc przy sobie i zapomnijcie o umy¶le. Napawajcie siê pe³ni± obecno¶ci drugiej osoby, waszym spotkaniem i zatraæcie siê w tym. Niech to niczemu nie s³u¿y, bo nie ma niczemu s³u¿yæ. Jednego dnia odczujecie spokojn± satysfakcjê; nie bêdzie fajerwerków. Jedynie pe³na relaksacja, która daje maksimum odczuæ, bo ma przecie¿ swoj± w³asn± g³êbiê. Innego dnia cia³o osi±gnie pe³niê orgazmu, ale tak¿e i to przyjdzie samo z siebie; ty po prostu tam bêdziesz. Czasem bêdzie to spokojna przyjemno¶æ, czasem pe³nia orgazmu… to pewien rytm. Nie mo¿esz osi±gaæ pe³ni codziennie. Je¶li tak by by³o, twoja pe³nia sta³aby siê niewielka. Musisz dochodziæ do swoich pe³ni przez takie dni, kiedy odczuwasz jedynie satysfakcjê. Pó³ na pó³. Czasem bêdzie to spokojna satysfakcja. Zagubisz siê w jej ciemno¶ci, ukojeniu i ciszy. I tak w³a¶nie zapracujesz na odczucie pe³ni. Którego¶ dnia energie s± gotowe i to w³a¶nie one pod±¿aj± ku osi±gniêciu pe³ni. To nie tyje tam zabierasz. Jak¿e by³by¶ w stanie to zrobiæ? Kim¿e jeste¶, aby umieæ to zrobiæ? W stanie spokojnej satysfakcji gromadzi siê energia; z niej w³a¶nie rodzi siê pe³nia odczuwania. Wtedy nastêpuje wspania³y orgazm; ca³a twoja istota przesycona jest poczuciem przyjemno¶ci. Fragment OSHO - Równowaga cia³a i umys³u.
wtorek, 23 wrze¶nia 2008
Wieczne ksiê¿niczki i wykorzystywani mê¿czy¼ni?


Jak wynika z badañ, zdecydowana wiêkszo¶æ m³odych kobiet chcia³aby wyj¶æ za m±¿, i to niekoniecznie dlatego, ¿e mêskie szowinistyczne spo³eczeñstwo podda³o je od dzieciñstwa ukierunkowuj±cemu treningowi (gumowy s³odki dzidziu¶, kuchenka, mebelki jak prawdziwe), ale raczej ze wzglêdu na to, ¿e s± bystre i widz± jak jest: ma³¿eñstwo jest uk³adem dobrze zaspokajaj±cym potrzeby kobiety. Oczywi¶cie je¶li tylko potrafi± one siê w nim przytomnie umo¶ciæ. Z kolei dla mê¿czyzny, ¶lub to inwestycja coraz mniej op³acalna. Mê¿czy¼ni z m³odszego pokolenia odwlekaj± ¶lub, je¶li w ogóle zamierzaj± go braæ.


Je¶li wierzyæ antropologom, ma³¿eñstwo monogamiczne samo w sobie jest pora¿k± podstawowej strategii prokreacyjnej samca, bazuj±cej na zap³odnieniu maksymalnej liczby partnerek. Mê¿czy¼ni byli zmuszeni z tego wzorca zrezygnowaæ, bo nadprodukcja przypadkowo poczêtych dzieci przesta³a byæ akceptowalna moralnie, spo³ecznie i ekonomicznie. Przestawili siê zatem z ilo¶ci na jako¶æ i zaczêli dbaæ o mniejsz± liczbê dzieci poczêtych z jedn± partnerk±, a nie z wieloma. To sytuacja dla kobiet bardzo korzystna.

Zw³aszcza ¿e kandydatki na ¿ony wymagaj± du¿o, a daj± nie tak znów wiele. Chc± dla siebie jednocze¶nie przywilejów tradycyjnie mêskich (wolno¶æ, autonomia, samorealizac ja), ale równie¿ tych uznawanych za raczej kobiece (bezpieczeñstwo materialne i spo³eczne oraz oparcie). W dodatku trudno im siê zgodziæ na koszty zwi±zku: konieczno¶æ dostosowania siê do drugiej osoby, obowi±zki, odpowiedzialno¶æ. Nie musz± i nie chc± prasowaæ koszul, gotowaæ codziennych obiadków, mieæ wy³±czno¶ci na reprezentacjê rodziny na wywiadówkach i byæ dyspozycyjne seksualnie na ¿±danie.

Mê¿czyzna z klas±, ale "w spódniczce"

My, wspó³czesne kobiety uwa¿amy, ¿e mê¿czyzna powinien uczestniczyæ w obowi±zkach domowych, równie¿ - a mo¿e zw³aszcza - takich, których nie lubi: zmywaniu, praniu czy zmianie pieluch, a same bardzo siê obruszamy, gdy wyra¿a zdziwienie, ¿e nie pojecha³y¶my do wulkanizatora z przebit± przez nas opon±. („Ja mia³am to zrobiæ? Chyba sobie ¿artujesz?! Przecie¿ nie da³abym rady, zreszt± nawet nie wiem, gdzie jest ten warsztat."). Oczekujemy, ¿e m±¿ wype³ni PIT, naprawi pralkê, da w prezencie najnowszy krem odm³adzaj±cy za 700 z³ i zawsze obiegnie samochód dooko³a, aby otworzyæ drzwi. Chcemy, ¿eby nam opowiada³ o swoich sprawach zawodowych, a nie lekcewa¿±co zbywa³ „Przecie¿ i tak to ciê nie interesuje", ale po trzech minutach relacji o wa¿nych negocjacjach, gdzie odegra³ pierwszoplanow± rolê, wykrzykujemy „To Marek te¿ tam z tob± by³? Nic mi nie mówi³e¶, ¿e ju¿ wróci³. A wiesz, ¿e jego ¿ona chyba ma kogo¶?".

Politykê finansow± ustalamy w duchu zasady „Co moje, to moje, a co twoje, to jeszcze zobaczymy". ¯±damy szacunku dla naszej pracy zawodowej („Zrób dzieciom kolacjê, bo ja mam raport do zrobienia na jutro."), ale jej finansowe owoce traktujemy jako w³asny prywatny dochód, który zagospodarowujemy zgodnie z naszymi potrzebami, podczas gdy zarobki mê¿a maj± byæ pod nasz± kontrol±.

Tete-a-tete spod znaku Wenus

Nie chcemy byæ traktowane jak zabawki seksualne - laleczki dostêpne na ¿yczenie dla roz³adowania rozmaitych mêskich napiêæ, ale same traktujemy naszych partnerów jak misie-pluszaki, w których ramiona wtulamy siê, gdy jest nam zimno, smutno i ¼le, szepcz±c przy tym „Chcê siê tylko przytuliæ... taka jestem nieszczê¶liwa... na nic nie mam si³y". ¯±damy, by nasz nowoczesny partner rozumia³, ¿e blisko¶æ fizyczna mo¿e byæ wyrazem nie tylko pragnieñ seksualnych, ale i czu³o¶ci, natomiast same nie zamierzamy uznaæ, ¿e konstrukcja typowego mê¿czyzny uniemo¿liwia wytrzymanie dwóch tygodni* czysto platonicznych przytulanek.

Oczekujemy, ¿e - zgodnie z zaleceniami tygodników kobiecych - nasz partner zapewni nam po kilka orgazmów na ¿yczenie, znajdzie punkt G i wszystkie inne punkty, rozbudzi w nas nieznane nam dot±d pok³ady seksualno¶ci, a przy tym bêdzie jak po Viagrze (chocia¿ poczu³yby¶my siê zdradzone i oszukane, gdyby rzeczywi¶cie j± za¿ywa³), ale nie zamierzamy w najmniejszym stopniu zachowywaæ siê uwodz±co, bo przecie¿ erotyczna prowokacja poni¿a kobietê i czyni z niej podleg³± samicê. Bez fa³szywego wstydu pokazujemy partnerowi nasze fizyczne defekty, bo je¶li kocha, to musi akceptowaæ nas w pe³ni.

W zakresie prokreacji wyznajemy bezkompromisow± formu³ê „Mój brzuch nale¿y do mnie". Chcemy rozstrzygaæ o zaj¶ciu w ci±¿ê, a nawet jej utrzymaniu lub nie, ale mê¿czy¼nie nie dajemy prawa do decyzji o poczêciu („No tak, to fakt, mówi³am, ¿e biorê pigu³ki, bo od dwóch lat biorê... Ale zapomnia³am, ¿e akurat zrobi³am przerwê, bo mi lekarz zaleci³. No i sta³o siê. Co, nie jeste¶ zadowolony? Jak nie chcesz, to sobie poradzê, sama urodzê i wychowam."), ani o tym, czy dziecko ma siê urodziæ („Jak bêdê chcia³a, to usunê, a tobie nic do tego.").

Chyba nigdy nie mia³y¶my takiej szansy stworzenia korzystnego dla kobiet modelu relacji mêsko-damskich jak teraz. I tê w³a¶nie szansê krok po kroku marnujemy. Za kilka pokoleñ nasze nastêpczynie bêd± siê mog³y rozkoszowaæ towarzystwem damskich bokserów oraz mê¿czyzn homoseksualnych z wyboru, rozmna¿aj±cych siê przez klonowanie.

Autorka: Zofia Milska-Wrzosiñska jest psychologiem, autork± ksi±¿ki pt. „Para z dzieckiem", która jest zbiorem listów czytelników oraz tekstów publikowanych na ³amach ''Dziecka'' i ''Wysokich Obcasów''. Powy¿szy tekst stanowi± fragmenty ksi±¿ki. Tytu³ oraz ¶ródtytu³y pochodz± od Redakcji StrefaSingla.pl. Zofia Milska-Wrzosiñska "Para z dzieckiem", wyd. Jacek Santorski & Co Agencja Wydawnicza, Warszawa 2005.
niedziela, 14 wrze¶nia 2008
Randki internetowe, zwi±zki, rozczarowania i pornografia :)



Ostatnim czasem Romek, psycholog udaj±cy kierowcê Tira ;) napisa³ o tym dlaczego Internet jest przyczyn± rozpadu zwi±zków. Jego zdaniem wynika to z tego, ¿e „zawieramy bardzo du¿o znajomo¶ci za po¶rednictwem internetowego ³±cza. W wirtualnym ¶wiecie, osoba, z któr± akurat rozmawiamy, jawi siê nam jako du¿o atrakcyjniejsza od naszego obecnego partnera. Internetowy ¶wiat powoduje, ¿e idealizujemy i ubieramy w pozytywne cechy naszych wirtualnych znajomych. Pok³óci³e¶/a¶ siê z partnerem? Co za problem wej¶æ na czata i oddaæ siê d³ugiej i pe³nej erotycznych niedomówieñ rozmowie z osob± p³ci przeciwnej”.


Poza tym „dziêki internetowi mamy mo¿liwo¶æ kontaktowaæ siê lud¼mi, którzy mieli podobne do nas problemy. Masz problemy w ma³¿eñstwie? Co za problem wej¶æ na czata i poszukaæ osoby, która podobny problem rozwi±za³a za pomoc± rozwodu? Otrzymujesz wsparcie, zapewnienie, ¿e rozwód to jedyne rozs±dne wyj¶cie z zaistnia³ej sytuacji. A zastanowi³e¶/a¶ siê choæ przez moment, ¿e mo¿esz byæ ofiar± nie¶wiadomej manipulacji ze strony osoby, która chc±c usprawiedliwiæ swoje rozbicie ma³¿eñstwa, namawia innych do tego kroku?”.

I dalej: „W psychologii istnieje twierdzenie, które mówi, i¿ 'zaanga¿owanie w zwi±zek ro¶nie nie tylko wraz ze wzrostem zadowolenia ze zwi±zku, ale tak¿e wraz z obni¿eniem siê atrakcyjno¶ci tego, co cz³owiekowi jest dostêpne zamiast danego zwi±zku'. Takie mo¿liwo¶ci zastêpcze to albo zwi±zki z innymi partnerami, albo ¿ycie w pojedynkê. Czyli im mniej atrakcyjnych alternatyw dostêpnych na wyci±gniêcie rêki, tym wiêksze zaanga¿owanie w zwi±zek, w którym jeste¶my. A czy Internet nie dostarcza nam mnóstwa alternatyw zastêpczych i to do tego niezwykle atrakcyjnych?”.

W tym miejscu zakoñczy³bym swoj± notkê jako typowe copy/paste, jednak temat ten jest na tyle ciekawy, ¿e warto go rozwin±æ. Na chwilê obecn± coraz wiêcej relacji wszelkiego typu zawieranych jest przez Internet. S³u¿± temu wszelkiej ma¶ci portale randkowe, czaty, serwisy og³oszeniowe. Partnera/partnerkê mo¿na poznaæ tak¿e na dowolnym forum internetowym. Z jednej strony pozwala to na szybki i bezstresowy odsiew wiêkszo¶ci ludzi, ma³y nak³ad pracy i szybkie efekty. Z drugiej strony psuje cz³owieka.

Jednym z powodów s³abo¶ci relacji powsta³ych w Internecie jest to, ¿e "ludzie wybieraj± niew³a¶ciwych partnerów i anga¿uj± siê emocjonalnie przed pierwszym spotkaniem twarz± w twarz". Jak twierdzi Matthew Bambling z Politechniki w Queensland w "pu³apkê zakazanej mi³o¶ci sieciowej wpadaj± zw³aszcza kobiety, które przyci±gaj± dowcipne komentarze i m±dre e-maile. Nie wolno zak³adaæ, ¿e w rzeczywisto¶ci rzeczy maj± siê tak, jak siê to wydaje w Internecie. To, ¿e kto¶ napisze co¶ ¶miesznego lub przenikliwego, nie oznacza jeszcze, ¿e jest tym jednym jedynym. Tym bardziej ¿e, jak zauwa¿a psycholog, niektórzy mê¿czy¼ni uciekaj± siê do tzw. nettingu, a wiêc wysy³aj± identyczn± wiadomo¶æ do wielu kobiet, maj±c nadziejê, ¿e chocia¿ kilka jako¶ na ni± zareaguje". Pomys³ Bamblinga na unikniêcie rozczarowania to d±¿enie do "jak najwcze¶niejszego spotkania, najlepiej po kilku wymienionych mailach. Wtedy ludzie nie zd±¿± jeszcze stworzyæ wyimaginowanego obrazu drugiej ze stron. Po randce w realu mo¿na stwierdziæ, czy naprawdê da siê stworzyæ relacjê z kim¶, kto w Sieci wydawa³ siê interesuj±cy".

Wrogiem tworzenia prawdziwych relacji dziêki Internetowi jest rutyna: po kilku, kilkunastu randkach przestaje siê oceniaæ cz³owieka jako potencjalnego partnera, ale prosty parametr: jest chêtna/y, nie jest chêtna/y. Je¶li jest – to spotykamy siê dalej. Je¶li nie – to krzy¿ na drogê i idziemy dalej.  Sytuacja przypomina niejako Jezusowe TAK/TAK - NIE/NIE albo "Oby¶ by³ zimny albo gor±cy!". Od razu wszystko wiadomo. Bez owijania. Bez ¶ciemy. Klarowno¶æ i jasne postawienie swoich oczekiwañ.

Jednak, to, ¿e druga strona jest chêtna/y nie oznacza wcale happy endu. Dlaczego? Poniewa¿ internet tworzy sztuczn± sytuacjê: nie znamy tej osoby z realnego punktu widzenia, ¶pieszymy siê, dzia³amy pod wp³ywem emocji. Czêstokroæ – po wymianie cieplutkich maili, cmokania sobie na Gadu-Gadu czy Tlenie – jeste¶my nakrêceni seksualnie na drug± osobê. Szybko dochodzi do prze³amania barier intymno¶ci i wtedy albo jest rozczarowanie, albo rodz± siê obawy.


Rozczarowanie w przypadku mê¿czyzn bardzo czêsto wynika z ³atwego dostêpu do pornografii. Oczywi¶cie nie ma co zgrywaæ purytan je¶li chodzi o porno, ale mê¿czy¼ni zakochuj± siê wzrokowo, a pornografia daje porównanie wygl±du danej kobiety do wygl±du setek, tysiêcy cholernie piêknych dziewczyn. Tak wiêc je¶li jeste¶ mê¿czyzn± – to czy nie mia³e¶ czasami my¶li (w przypadku relacji internetowych) typu: ”Yyy... ma fatalne cia³o... nieciekawe piersi... ma jakie¶ dziwne tiki w trakcie seksu... dziwnie pojêkuje... mog³aby siê ogoliæ”? ;) Je¶li nie - to dobrze, ale je¶li tak, to jest to pocz±tkiem koñca. Bo w ci±gu paru dni zaliczy³e¶ wszystkie bramki, nadal nie znasz tej osoby (a wiêc nie ma realnej, bêd±cej wynikiem d³ugiej relacji wiêzi emocjonalnej) i wiesz, ¿e gdzie¶-tam czekaj± na Ciebie jeszcze lepsze sztuki. W przypadku kobiet nie jest oczywi¶cie lepiej, bo coraz bardziej upodabniaj± siê do mê¿czyzn. I bywaj± jeszcze gorsze w tych tematach (zw³aszcza w aspekcie Syndromu Zmanierowanej Panienki Szukaj±cej Frajera Który Za Wszystki Zap³aci I Bêdzie J± Zabawia³;)


Dane z 2001 roku: z iloma osobami spotka³ siê przeciêtny randkuj±cy Kanadyjczyk
(za Love Online: A Report on Digital Dating in Canada, dr Robert J. Brym)


Kolejnym b³êdem (wystêpuj±ce tak u mê¿czyzn jak i kobiet) jest chwilowe obni¿enie wymagañ. Jest to zjawisko znane z psychologii, które polega na tym, ¿e je¶li druga osoba jest potencjalnie chêtna na stosunek seksualny, to z automatu wydaje siê nam atrakcyjniejsz±. Sytuacja wraca do normy dopiero kiedy opada napiêcie seksualne. Poznaje siê wiêc dziewczynê, ca³kiem ³adn±, ca³kiem mi³± ale no w sumie bez rewelacji. Jest jednak chêtna... co wtedy? Mê¿czyzna zgadza siê na postawienie kroku dalej, bo czuje siê samotny, bo brak mu kobiety, bo dawno siê nie seksi³. Idzie do ³ó¿ka, jest sympatycznie, ona siê nakrêca z ka¿dym spotkaniem coraz bardziej, ale wtedy powracaj± jego wy¿sze wymagania i pytanie „FUCK! W co ja siê wpakowa³em? Wcale nie chcê z ni± byæ!”.

Innym powodem dla którego Internet nie sprzyja zawieraniu d³ugotrwa³ych realnych znajomo¶ci jest hmm... uzale¿nienie od tej formy poznawania ludzi... Ka¿da kolejna osoba jest ciekawsza, jest ³adniejsza a flirt sprawia, ¿e „co¶ siê dzieje w naszym ¿yciu”. Czyli nawet je¶li wszystko jest OK (poznajecie siê, ona/on podoba Ci siê, ma fajny charakter, fajne emocje, dobrze czujecie siê w swoim towarzystwie) to i tak istnieje du¿e prawdopodobieñstwo, ¿e w pewnym momencie poczujesz siê przez to ograniczony/a. Teraz poznajesz jedn± osobê, ale w pamiêci nadal masz czas ca³kiem przyjemnych, niezobowi±zuj±cych znajomo¶ci. Zadajesz sobie pytanie czy warto siê ograniczaæ do jednej osoby... Idealizujesz przesz³o¶æ i wcze¶niejsze przygody. My¶lisz, ¿e przecie¿ nadal mog³by¶/mog³aby¶ trafiæ jeszcze lepiej.

No i jeszcze jedno... jeste¶my coraz bardziej liberalni, lubimy seks i nie kryjemy siê z tym ale, ale... czy mo¿na traktowaæ powa¿nie kogo¶ z kim ca³ujemy siê na pierwszym spotkaniu a idziemy do ³ó¿ka na drugim? Sam  s³ysza³em historie o palcówkach na pierwszym spotkaniu w kinie albo o bzykanku po 2-3 godzinach realnej rozmowy.  Oczywi¶cie jest to sexy, fajne i mi³e, bardzo ekscytuj±ce, ale - kiedy siê nad tym g³êbiej zastanowiæ - tylko w aspekcie seksualnej przygody. Ju¿ pomijaj±c staro¶wieckie my¶li typu "Je¶li jest to takie proste, to ca³kiem mo¿liwe, ¿e mia³o go/j± ju¿ pó³ miasta...". I nie chodzi wcale o jakie¶ ³atwe dziewczyny albo facetów. Czêstokroæ przys³owiowa blachara ma wiêksze wymagania (bo samochód, bo wygl±d modela, bo hajs) od przeciêtnej dziewczyny, któr± wystarczy zakrêciæ swoim umys³em, zainteresowaniem i chocia¿ minimalnym ciep³em emocjonalnym aby uzyskaæ dostêp do jej cia³a (brutalnie rzecz ujmuj±c). O facetach nawet nie ma co wspominaæ, bo zazwyczaj zawsze s± chêtni ;) (patrz: korzystanie z okazji).

To wszystko sprawia, ¿e Internet jest dobrym miejscem do randkowania i przygód seksualnych, ale jednym z najgorszych miejsc do poznania kogokolwiek na powa¿nie. Kiedy¶ zreszt± porównano skuteczno¶æ portali randkowych i biur matrymonialnych - wysz³o wtedy, ¿e te drugie s± znacznie efektywniejsze.

Je¶li jednak nadal chce siê próbowaæ tej metody, to warto wiedzieæ czego siê chce, nie ¶ciemniaæ na temat samego siebie, szybko siê spotykaæ, nie obni¿aæ swoich wymagañ a bariery intymno¶ci prze³amywaæ dopiero wtedy kiedy czujemy autentyczn± wiê¼ z drug± osob± (chyba, ¿e obie strony szukaj± tylko przygody seksualnej).

Internet to tak¿e super miejsce do zawierania realnych znajomo¶ci z osobami które my¶l± podobnie jak my, z którymi jest nam dobrze, do zawierania prawdziwych przyja¼ni.
niedziela, 03 sierpnia 2008
Internetowe zwi±zki - mi³o¶æ w Internecie


Pary, które pozna³y siê w Internecie, czêsto nie wytrzymuj± próby czasu. Dzieje siê tak, poniewa¿ ludzie wybieraj± niew³a¶ciwych partnerów i anga¿uj± siê emocjonalnie przed pierwszym spotkaniem twarz± w twarz.


Matthew Bambling z Politechniki w Queensland twierdzi, ¿e w pu³apkê zakazanej mi³o¶ci sieciowej wpadaj± zw³aszcza kobiety, które przyci±gaj± dowcipne komentarze i m±dre e-maile. Nie wolno zak³adaæ, ¿e w rzeczywisto¶ci rzeczy maj± siê tak, jak siê to wydaje w Internecie. To, ¿e kto¶ napisze co¶ ¶miesznego lub przenikliwego, nie oznacza jeszcze, ¿e jest tym jednym jedynym. Tym bardziej ¿e, jak zauwa¿a psycholog, niektórzy mê¿czy¼ni uciekaj± siê do tzw. nettingu, a wiêc wysy³aj± identyczn± wiadomo¶æ do wielu kobiet, maj±c nadziejê, ¿e chocia¿ kilka jako¶ na ni± zareaguje.

Mo¿na szukaæ mi³o¶ci w Sieci, ale trzeba siê wystrzegaæ kilku pu³apek. Po pierwsze, prezentuj±c siê komu¶ znanemu wy³±cznie z Internetu, ludzie k³ad± wiêkszy nacisk na swoje zalety, maskuj±c przy tym w jak najwiêkszym stopniu wady. Nie mo¿na zbyt szybko anga¿owaæ siê emocjonalnie, gdy nie ma dostêpu do pe³nego obrazu wybranka czy wybranki. Zw³aszcza ¿e dawkowanych informacji nie da siê w ¿aden sposób zweryfikowaæ. Po drugie, niektóre osoby uzale¿niaj± siê od przyjemnego podekscytowania, które towarzyszy nap³ywowi odpowiedzi na post zamieszczony w serwisie randkowym. W takiej sytuacji nietrudno o rozczarowanie.

Wg Bamblinga, ³atwo unikn±æ zawodu mi³osnego. Trzeba tylko d±¿yæ do jak najwcze¶niejszego spotkania, najlepiej po kilku wymienionych mailach. Wtedy ludzie nie zd±¿± jeszcze stworzyæ wyimaginowanego obrazu drugiej ze stron. Po randce w realu mo¿na stwierdziæ, czy naprawdê da siê stworzyæ relacjê z kim¶, kto w Sieci wydawa³ siê interesuj±cy. Autor: Anna B³oñska, KopalniaWiedzy.pl; ¬ród³o: Scientific American.
niedziela, 20 lipca 2008
OSHO - Wolno¶æ


Stary cz³owiek umiera³. Jego synowie, którzy mieszkali we w³asnych domach, byli bardzo bogatymi lud¼mi. S³ysz±c, ¿e ich ojciec umiera, pospieszyli do niego.


Ojciec umiera³, wydaj±c w ³ó¿ku ostatnie tchnienie, a synowie, siedz±c obok ³ó¿ka, zaczêli dyskutowaæ, jak zabraæ jego cia³o na cmentarz. Nie troszczyli siê o ojca – za kilka minut odejdzie na zawsze; wiadomo, ¿e ju¿ siê nie spotkaj±, a tym bardziej nie bêd± w stanie rozpoznaæ siê nawzajem... ale to ich nie obchodzi³o. Zastanawiali siê nad tym, jak przewioz± jego cia³o, gdy ju¿ umrze?

Najm³odszy zasugerowa³: „On zawsze chcia³ mieæ Rolls-Royce’a. Ma wystarczaj±c± ilo¶æ pieniêdzy, i my te¿; nie musi cierpieæ, t³umi±c swoje niewinne pragnienie. A wiêc przynajmniej powinni¶my sprowadziæ Rolls-Royce’a, ¿eby zawie¼æ jego cia³o na cmentarz. Za ¿ycia go nie mia³, wiêc przynajmniej po ¶mierci bêdzie mia³ Rolls-Royce’a”.

Drugi powiedzia³: „Jeste¶ zbyt m³ody i nie rozumiesz spraw dotycz±cych pieniêdzy. To czysta strata. On nie ¿yje – czy zabierzesz go Rolls-Royce’em, czy ciê¿arówk±, nie ma to dla niego znaczenia. Nie bêdzie o tym wiedzia³, wiêc po co traciæ pieni±dze?” Wynajêcie Rolls-Royce’a nie kosztowa³o wiele. Nie chodzi³o o zakup. Powiedzia³: „Wed³ug mnie tania ciê¿arówka bêdzie równie dobra, jak Rolls-Royce – zmar³emu nie robi to ró¿nicy”.

Trzeci powiedzia³: „Ty te¿ jeste¶ wci±¿ niedojrza³y. Po co zawracaæ sobie g³owê ciê¿arówk±, skoro miejskie przedsiêbiorstwo oczyszczania zabiera bez op³aty ka¿dego umieraj±cego ¿ebraka? Po prostu po³ó¿my go przy drodze! Rano miejska ciê¿arówka zabierze go za darmo razem ze ¶mieciami. Przewie¼my go za darmo! Jakie to ma znaczenie dla zmar³ego, czy to jest ciê¿arówka miejska, czy wynajêta, czy Rolls-Royce?”

W tym momencie stary cz³owiek otworzy³ oczy i powiedzia³: „Gdzie s± moje buty?” Synowie zdziwili siê: „Po co ci buty? Umierasz”.

On odrzek³: „Wci±¿ ¿yjê i mo¿e zosta³o mi kilka oddechów. Przynie¶cie buty; pójdê na cmentarz. Tak jest najtaniej i najzdrowiej. Wszyscy jeste¶cie rozrzutnikami, marnotrawcami”.

Ludzie mog± mieæ pieni±dze, a pieni±dze staj± siê ich kajdanami. Ludzie mog± mieæ presti¿, a presti¿ staje siê ich kajdanami. Wydaje siê, ¿e ludzko¶æ przez ca³± przesz³o¶æ jedynie ulepsza³a ³añcuchy, ale nawet je¶li ³añcuch zrobiony jest ze z³ota, wci±¿ jest ³añcuchem. Wolno¶æ na zewn±trz jest jak polityk ci±gle oszukuj±cy ca³± ludzko¶æ.

***

Cz³owiek jest tak bardzo zakochany w swoim nieszczê¶ciu, ¿e nie mo¿e zrozumieæ idei wolno¶ci – poniewa¿ byæ wolnym, to byæ wolnym od nieszczê¶cia. Cz³owiek wydaje siê baæ wolno¶ci. Chce jakiego¶ ojca w niebie, co najmniej po to, ¿eby móg³ narzekaæ i siê modliæ. Potrzebuje ojca w niebie jako Boga, ¿eby siê nim opiekowa³. Bez Boga w niebie czuje siê jak zagubione dziecko. Z psychologicznego punktu widzenia, jest to nadmierne przywi±zanie do ojca. Poniewa¿ potrzebujesz postaci ojca, wymy¶li³e¶ Boga, który troszczy siê o ciebie. To twój wymys³ – w pewnym sensie czcisz siebie, w zawoalowany sposób. Pro¶ciej by³oby postawiæ lustro, stan±æ przed nim i ze z³o¿onymi rêkami powtarzaæ jak±¶ modlitwê – hebrajsk±, sanskryck±, arabsk±, greck±, ³aciñsk±. Nie u¿ywaj jêzyka, który znasz, bo kiedy znasz jêzyk, twoja modlitwa wydaje siê bardzo zwyczajna. Kiedy nie znasz jêzyka, jest tajemnicza.

Kiedy oddajesz cze¶æ, jeste¶ jak niewolnik wychwalaj±cy tyrana, który odebra³ mu cz³owieczeñstwo i obróci³ w niewolnika. Tyran mo¿e go zabiæ w ka¿dej chwili, bo niewolnik jest w³asno¶ci±, nie osob±. Po tysi±cach lat ró¿nego rodzaju niewoli tak bardzo boisz siê wolno¶ci – która jest przys³uguj±cym ci z urodzenia prawem i twoim ostatecznym szczê¶ciem. Twoje tak zwane ¶wi±tynie, synagogi, meczety i ko¶cio³y nie s± symbolami wolno¶ci, s± symbolami twojego niewolnictwa, twoich martwych tyranów. Ale nawet inteligentni ludzie robi± to samo. ¦lepota cz³owieka wydaje siê nie mieæ granic.

Je¶li przez tysi±ce lat by³e¶ zakuty w ³añcuchy, w kajdany, musisz zacz±æ wierzyæ, ¿e to s± ornamenty, ¿e to jest wola Boga. Twoi rodzice nie mog± byæ twoimi wrogami. Zabieraj± ciê do ko¶cio³a albo do ¶wi±tyni, bo ciê kochaj±. Ale prawda jest taka, ¿e zabieraj± ciê, poniewa¿ sami byli zabierani przez swoich rodziców. To proces mechaniczny. Powoli niewolnictwo przeniknê³o do twojej krwi, do szpiku ko¶ci.

Gdy kto¶ mówi ¼le o Krisznie, natychmiast jeste¶ gotowy z nim walczyæ: mówi³ ¼le o twoim Bogu – który jest tylko zniewoleniem. Je¶li kto¶ mówi ¼le o Jezusie, natychmiast wpadasz w z³o¶æ, mówi³ ¼le o  twoim Bogu – ale on mówi³ tylko ¼le o twoich ³añcuchach.

***

Trzech rabinów rozmawia³o o swoich synagogach. Pierwszy rabin powiedzia³: „Moja synagoga jest najnowocze¶niejsza, poniewa¿ kiedy wyg³aszam kazanie, ludzie mog± paliæ, plotkowaæ, rozmawiaæ. Da³em im ca³kowit± wolno¶æ”.

Pozostali dwaj rabini za¶miali siê. Drugi powiedzia³: „To nazywasz nowoczesno¶ci±? Przyjd¼ do mojej synagogi. Pozwalam im piæ alkohol, a kiedy siê upij±, krzycz±, wyj±, bij± siê, ale ja nie przerywam swojego wyk³adu. To jest wolno¶æ”.

W synagodze kobiety i mê¿czy¼ni nie mog± siedzieæ razem; oddzieleni s± kurtyn±. Drugi rabin powiedzia³ te¿: „Kurtyna zosta³a usuniêta. Teraz mê¿czy¼ni i kobiety siedz± razem. Nie wtr±cam siê nawet... czy ¿ona, z któr± siedzisz, jest twoj± ¿on± czy nie. Nawet ch³opcy i dziewczêta mog± czuliæ siê, jak chc± – ca³owaæ siê, obejmowaæ – a ja nie przerywam wyk³adu. Wkroczyli¶my w erê wolno¶ci”.

Trzeci rabin powiedzia³: „Obaj jeste¶cie idiotami. Powinni¶cie czasem przyj¶æ do mojej synagogi. Przed synagog± umie¶ci³em planszê z napisem, ¿e w ka¿de ¿ydowskie ¶wiêto synagoga bêdzie zamkniêta. To jest wolno¶æ. Po co ludzie maj± traciæ czas? Niech przynajmniej w ¶wiêto maj± wszelkie dostêpne rozrywki”.

Ale to nie jest wolno¶æ. Oni wszyscy s± wci±¿ ¿ydami. Dopóki nie porzucisz swojego ¿ydostwa, hinduizmu, d¿ainizmu, muzu³manizmu, dopóki nie oczy¶cisz siê ca³kowicie z przesz³o¶ci, dopóki nie uwolnisz siê od dominacji zmar³ych i oczarowania nieprzewidywaln± przysz³o¶ci±, nie jeste¶ wolny. Wolno¶æ jest tu i teraz – ani wczoraj, ani jutro, ale w³a¶nie w tej chwili.

OSHO - Intuicja


Mê¿czy¼ni i kobiety zostali uwarunkowani w ró¿ny sposób. Mê¿czyzna ma byæ agresywny, ma rywalizowaæ, manipulowaæ, ma byæ egoistyczny. Mê¿czyznê przygotowano do ró¿nych rodzajów pracy. Aby wykorzystywa³, by³ agresywny, aby by³ panem. Kobiety uwarunkowano, aby by³y niewolnicami. Nauczono je jak ulegaæ; dano im bardzo niewielk± przestrzeñ, gospodarstwo domowe. Odebrano im ca³e ¿ycie. Ale kiedy system przekonañ siê zakorzeni, kobieta i mê¿czyzna akceptuj± go i trzymaj± siê narzuconych im zasad.


Mê¿czyznê nauczono, aby nie p³aka³; ³zy nie s± mêskie wiêc mê¿czy¼ni nie p³acz±. Co to za g³upota? P³acz miewa bardzo terapeutyczne dzia³anie – jest potrzebny, jest niezbêdny, odci±¿a. Mê¿czy¼ni obci±¿aj± siê, poniewa¿ nie mog± p³akaæ, p³acz jest „niemêski”. Kobiety z kolei nauczono jak p³akaæ, to bardzo kobiece, wiêc one p³acz± nawet wtedy, kiedy nie ma takiej potrzeby. To tylko system przekonañ – u¿ywa siê go do manipulacji. Kobieta wie, ¿e nie wygra z mê¿em na argumenty, ale zawsze mo¿na siê rozp³akaæ, poniewa¿ to dzia³a, p³acz staje siê argumentem. Mê¿czyzna jest zepsuty na swój sposób -  nie wolno mu p³akaæ, a kobieta – na swój sposób - ona p³acze i wykorzystuje p³acz, jako sposób do zdobycia dominacji. P³acz staje siê czê¶ci± polityki, a przez to ³zy trac± swoje piêkno; robi± siê brzydkie.

Tego drugiego uwarunkowania najtrudniej siê pozbyæ. Jest bardzo skomplikowane. Masz pewien pogl±d polityczny, pewien pogl±d religijny i tysi±c innych rzeczy st³oczonych w swojej g³owie. Sta³y siê one czê¶ci± ciebie i trudno jest ci traktowaæ je oddzielnie. Gdy mówisz: „Jestem hinduist±”, nie mówisz: „Mam pogl±d zwany hinduizmem”. Mówisz w³a¶nie tak: „Jestem hinduist±”. Uto¿samiasz siê z hinduizmem. Je¶li jest on zagro¿ony, wydaje ci siê, ¿e ty tak¿e jeste¶ zagro¿ony. Je¶li kto¶ spali ¶wi±tyniê, wydaje ci siê, ¿e to ty jeste¶ zagro¿ony. Je¶li jeste¶ muzu³maninem, uwa¿asz, ¿e jeste¶ zagro¿ony, gdy kto¶ spali Koran.

Te systemy wierzeñ trzeba odrzuciæ. Wtedy pojawi siê zrozumienie; pojawi siê gotowo¶æ do poszukiwania i niewinno¶æ. Wtedy otoczy ciê tajemnica, cud. ¯ycie przestanie byæ czym¶ znanym, stanie siê przygod±. Bêdzie tak tajemnicze, ¿e bêdziesz móg³ je zg³êbiaæ; bez koñca. I nigdy nie stworzysz ¿adnego przekonania, pozostaniesz w stanie niewiedzy. Zarówno mistycy sufijscy, jak i mistrzowie zen przywi±zuj± wielk± wagê do pozostawania w tym stanie.

Pozostañ w ci±g³ym stanie niewiedzy. Je¶li co¶ wiesz, nie rób z tego przekonania. Porzuæ to, odrzuæ. Nie pozwól, aby zaw³adnê³a tob± wiedza, bo zamieni siê w twardy pancerz i znów przestaniesz byæ do dyspozycji ¿ycia.

Pozostañ jak dziecko – a umo¿liwisz komunikacjê i dialog. Kiedy dwie osoby w stanie niewiedzy rozmawiaj±, dochodzi do spotkania – obcuj± ze sob±. Nie ma miêdzy nimi przeszkód.

sobota, 22 marca 2008
Czarna magia vs. ateizm - and the winner is ten cholerny ateizm :)
3 marca 2008 roku w najbardziej popularnym programie telewizyjnym Indii Sanal Edamaruku, przewodnicz±cy organizacji „Rationalist International", wyzwa³ „najpotê¿niejszego" tantryka (mistrza czarnej magii) Indii, by na nim wypróbowa³ swoje moce. W ten sposób rozpocz±³ siê bezprecedensowy eksperyment. Kiedy zawiod³y wszystkie wyrecytowane mantry (magiczne s³owa) i ceremonie tantry, tantryk postanowi³ zabiæ Sanala Erdamaruku na ¿ywo w TV, przy pomocy „ostatecznej ceremonii zniszczenia". Sanal Erdamaruku zgodzi³ siê ochoczo i zasiad³ na o³tarzu rytua³u czarnej magii. Liczba telewidzów ros³a w zawrotnym tempie.

Wszystko zaczê³o siê od tego, ¿e Uma Bharati (by³a premier stanu Madhya Prade¶), w publicznym o¶wiadczeniu oskar¿y³a swoich przeciwników politycznych o u¿ywanie mocy tantrycznych, by jej zaszkodziæ. Istotnie w ci±gu kilku dni ta nieszczê¶liwa kobieta straci³a swojego ukochanego wuja, uderzy³a g³ow± o drzwi samochodu, a jej nogi pokry³y siê ranami i pêcherzami.

Image India TV, jeden z g³ównych kana³ów telewizyjnych o krajowym zasiêgu, zaprosi³a Sanala Edamaruku na dyskusjê pod tytu³em „Moce tantryczne a nauka". Drug± stronê reprezentowa³ Pandit Surinder Sharma, który jest powszechnie znany ze swoich programów telewizyjnych i twierdzi ¿e jest tantrykiem czo³owych polityków. Podczas dyskusji tantryk pokaza³ ma³± ludzk± figurkê ulepion± z ciasta pszenicznego, za³o¿y³ wokó³ jej szyi niæ i zacisn±³ j±. Oznajmi³, ¿e mo¿e w trzy minuty zabiæ ka¿dego cz³owieka u¿ywaj±c czarnej magii. Sanal wyzwa³ go, by spróbowa³ i zabi³ jego.

Tantryk próbowa³. Recytowa³ swoje mantry: „Om lingalingalingalinga, kilikili..." Jego wysi³ki nie robi³y jednak ¿adnego wra¿enia na Sanalu — ani po trzech minutach, ani po piêciu. Przed³u¿ono czas programu raz i drugi. Skoñczy³ siê zaplanowany czas na dyskusjê, ale wyzwanie uznano za breaking news i postanowiono od³o¿yæ wszystkie zaplanowane programy.

Teraz tantryk zmieni³ technikê. Zacz±³ Sanala pokrapiaæ wod± i wymachiwaæ przed nim no¿em. Czasami przesuwa³ ostrzem wzd³u¿ ca³ego cia³a. Sanal ani drgn±³. Nastêpnie mag dotkn±³ g³owy Sanala rêk±, pocieraj±c jego czo³o, k³ad±c rêkê na oczach, przyciskaj±c palce do jego skroni. Kiedy cisn±³ coraz mocniej, Sanal przypomnia³ mu, ¿e mia³ u¿ywaæ tylko czarnej magii, nie za¶ eksperymentów si³owych. Tantryk wszystko powtórzy³: woda, nó¿, palce, mantry. Ale Sanal nadal wygl±da³ na zupe³nie zdrowego, i wrêcz rozbawionego.

Po dwóch godzinach prezenter oznajmi³ przegran± tantryka. Tantryk, który nie chcia³ przyznaæ siê do pora¿ki, próbowa³ wymówki, ¿e Sanala najwyra¼niej chroni bardzo silny bóg. „To niemo¿liwe, jestem ateist±", odpowiedzia³ Sanal Edamaruku. Wreszcie skompromitowany tantryk próbowa³ ocaliæ honor twierdz±c, ¿e istnieje specjalny rodzaj czarnej magii ostatecznego zniszczenia, który nigdy nie zawodzi, ale mo¿na go wykonywaæ tylko w nocy. Znowu mia³ pecha, natychmiast zosta³ wyzwany, by dowiód³ tego twierdzenia w programie na ¿ywo jeszcze tej samej nocy. Przez nastêpne trzy godziny India TV wy¶wietla³a og³oszenia o Wielkim Wyzwaniu Tantry, co ¶ci±gnê³o przed telewizory kilkaset milionów ludzi widzów.

Spotkanie odby³o siê na otwartym powietrzu. Tantryk i jego dwóch asystentów rozpalili ogieñ i gapili siê w p³omienie. Sanalowi dopisywa³ ¶wietny humor.

Tantryk ostrzeg³, ¿e kiedy ostateczna magia zostanie przywo³ana, nie bêdzie mia³ ¿adnej mo¿liwo¶ci wycofania siê. W ci±gu dwóch minut oszaleje, a minutê pó¼niej bêdzie krzycza³ z bólu i umrze. Czy nie zechcia³by uratowaæ ¿ycie zanim bêdzie za pó¼no? Sanal roze¶mia³ siê i liczenie siê rozpoczê³o. Tantrycy recytowali swoje „Om lingalingalingalinga, kilikilikili..." i wyrzucali z siebie ca³e kaskady dziwnie brzmi±cych s³ów i d¼wiêków. Szybko¶æ ich s³ów narasta³a hipnotycznie. Rzucali w p³omienie najrozmaitsze magiczne sk³adniki, które dawa³y zmieniaj±ce siê kolory, skwiercz±ce i sycz±ce d¼wiêki oraz bia³y dym. Podczas recytacji tantryk zbli¿y³ siê do Sanala, przesun±³ przed nim rêce i dotkn±³ go, ale odwo³a³ go prezenter. Po wcze¶niejszych ukradkowych próbach u¿ycia si³y przeciwko Sanalowi, mag otrzyma³ ostrze¿enie, ¿eby trzyma³ siê na dystans i nie dotyka³ Sanala. Ale tantryk raz za razem „zapomina³" o tym.

xxxNastêpnie tantryk napisa³ imiê Sanala na arkuszu papieru, porwa³ go na ma³e kawa³ki, zanurzy³ w garnku wrz±cej oliwy i dramatycznym ruchem rzuci³ na ogieñ. Nic siê nie sta³o. ¦piewaj±c pokropi³ Sanala wod±, pomacha³ nad jego g³ow± pêkiem piór pawich, rzuci³ ziarna musztardowe w ogieñ i zrobi³ jeszcze kilka dziwacznych rzeczy. Sanal u¶miecha³ siê, nic siê z nim nie dzia³o, a czas ucieka³. Na siedem minut przed pó³noc± tantryk postanowi³ u¿yæ swojej ostatecznej broni: grudki ciasta pszenicznego. Zagniót³ j± i posypa³ jak±¶ tajemnicz± substancj±, a potem poprosi³ Sanala, ¿eby to dotkn±³. Sanal chêtnie to zrobi³ i zacz±³ siê wielki fina³. Tantryk wbi³ w ciasto têpe gwo¼dzie, potem d¼ga³ je dziko no¿em i wrzuci³ na ogieñ. W tym momencie Sanal powinien by³ siê za³amaæ. Nic takiego siê nie sta³o. Roze¶mia³ siê tylko. Jeszcze czterdzie¶ci sekund odliczanych przez prezentera, dwadzie¶cia, dziesiêæ, piêæ... koniec!

Miliony ludzi musia³y wydaæ westchnienie ulgi przed swoimi telewizorami. Sanal by³ jak najbardziej ¿ywy. Si³y tantry zawiod³y ¿a³o¶nie. Tantrycy wzbudzaj± tak± atmosferê przera¿enia, ¿e nawet ludzie, którzy wiedz±, ¿e czarna magia nie ma ¿adnych racjonalnych podstaw, mog± za³amaæ siê ze strachu — komentowa³ naukowiec podczas programu. Potrzeba wielkiej odwagi i pewno¶ci, ¿eby wyzwaæ ich, stawiaj±c na szali w³asne ¿ycie. Robi±c to Sanal Edamaruku prze³ama³ czar i usun±³ strach u tych, którzy byli ¶wiadkami jego triumfu.

Tej nocy jeden z najbardziej niebezpiecznych i szeroko rozprzestrzenionych zabobonów otrzyma³ powa¿ny cios.

Ca³y program znajduje siê na wideo i jest dostêpny na ¿±danie. Kopiê mo¿na otrzymaæ kontaktuj±c siê z: info_desk@rationalistinternational.net; Powy¿szy tekst opublikowany zosta³ na ³amach Rationalist International. Za Racjonalista.pl - t³umaczenie Ma³gorzata Koraszewska.

RATIONALIST INTERNATIONAL
 
1 , 2 , 3
| < Listopad 2009 > |
Pn Wt ¦r Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30            
Zak³adki:
.: Polecane strony :.
Kontakt: xalkud@tlen.pl
Linkuj±cych do bloga proszê o u¿ywanie nazwy ISLAM KORAN EUROPA. Proszê równie¿ o niespamowanie Wykopu ka¿d± now± notk± z bloga :)
Najgorêtsze wpisy
Wybrane wpisy

STRONA G£ÓWNA BLOGA

Je¶li chcesz dodaæ komentarz z d³ugimi linkami - najpierw napisz kilka zdañ, tak aby linki nie rozwali³y boksa z komentarzami.





Jak mog± siê skoñczyæ wakacyjne przygody? Egipt, Turcja, Tunezja, Maroko, wakacyjna mi³o¶æ, wakacyjne przygody, turystyka, podró¿e, habibi




POPULARNE:

Zbrodnie honoru, zbrodnie honorowe, zbrodnia honoru, islam, muzu³manie